PRZEPROWADZKA

Dodano 23 października 2012, w Bez kategorii, przez bosak

Nowsze wpisy na blogu Winologia będą publikowane pod adresem:


http://www.winologia.pl/winoblogia/

Zapraszam,

Wojciech Bosak

 

PO CO KOMU GŁOWA W WINNICY?

Dodano 20 marca 2012, w Bez kategorii, przez bosak

Jedna z projektowanych przeze mnie winnic, posadzona zeszłej wiosny, znajduje się w wyjątkowo uroczym miejscu – na stumetrowym wzniesieniu górującym nad doliną Dunajca, z którego widok obejmuje kilka pasm górskich, aż po charakterystyczny zarys Pienin na horyzoncie. Realizacja tego projektu nie była jednak tak sielankowa, jak opisany landszaft. Podczas prac przygotowawczych w najbardziej stromej części zbocza powstało osuwisko, które szczęśliwie udało się naprawić i zabezpieczyć, ale kazało nam to jeszcze raz przemyśleć dalsze przeznaczenie tego kawałka gruntu.


Winnica Uroczysko, maj 2011

Po rozważeniu paru innych pomysłów (którymi nie będę tutaj zanudzał) postanowiliśmy wraz z inwestorami, że najbardziej narażona na erozję partia stoku będzie uprawiana wyłącznie ręcznie, gdyż mechaniczny sprzęt mógłby spowodować tam kolejne osuwiska. Dlatego też parcelka ta została obsadzona winoroślą w bardzo gęstym rozstawie 1,2 na 0,8 metra, aby z każdej piędzi owej pracochłonnie uprawianej ziemi uzyskać możliwie wysoki plon, nie przeciążając przy tym zanadto poszczególnych krzewów. Zdecydowaliśmy, że rosnące tam winorośle będą prowadzone tradycyjnym sposobem na głowę.



Krzewy prowadzone na głowę przy palikach i na niskim szpalerze, fragment projektu rekonstrukcji winnicy przy zamku w Janowcu, rys. W. Bosak, 2010

Wspomniana głowa (kopferziehung, gobelet), to znany co najmniej od czasów rzymskich sposób formowania winorośli, który polega na tym, że krzewy co roku przycina się bardzo krótko, najwyżej kilkanaście centymetrów nad ziemią, pozostawiając kilka krótkich czopków z pąkami na owocowanie. Po kilku latach cięcia tworzy się w tym miejscu zgrubienie w formie pięści, zwane właśnie głową. Prowadzone w ten sposób krzewy z reguły podwiązuje się do osobnych palików, choć wyrastające z głowy latorośle można także rozpiąć w formie niskich szpalerów na rusztowaniu z drutów.

Jeszcze przed 60–70 laty był to podstawowy sposób uprawy winnic, stosowany w całej północnej i środkowej Europie, od Szampanii po Siedmiogród, nie wyłączając Zielonej Góry i Warki. Dziś jednak prowadzone w tej manierze winne krzewy prędzej zobaczymy na starych fotografiach, niż w naturze. Jednym z nielicznych miejsc na świecie, gdzie współcześnie próbuje się przywrócić ten tradycyjny system uprawy w nowo zakładanych winnicach są Węgry. Prowadzenie na niską głowę przynosi bowiem szczególnie dobre efekty przy uprawie popularnej tam kadarki, która na szpalerach nigdy nie osiąga porównywalnej koncentracji i finezji aromatu (o takich eksperymentach można poczytać m.in. tu).


Prowadzone na głowę krzewy kadarki, góra Eged k. Egeru

Zresztą w literaturze często podkreśla się lepszą jakość wina pochodzącego z ciętych na głowę krzewów, co bierze się z ich niższej plenności, a także z tego, że winogrona dojrzewają bliżej ziemi, w bardziej stabilnym reżimie termicznym. W naszych warunkach klimatycznych wielką zaletą tego sposobu prowadzenia jest też łatwość okrywania krzewów na zimę. Wystarczy bowiem parę ruchów szpadlem lub motyką, aby głowę wraz z pąkami, z których wyrosną przyszłoroczne latorośle całkowicie obsypać ziemią, a wtedy winorośli nie straszne są nawet trzydziestostopniowe mrozy.



Krzew prowadzony na głowę, wg Jules Guyot, Sur la viticulture du Nord-Est de France, Paris 1864

I to był właśnie główny argument za wyborem tej formy prowadzenia krzewów w przypadku wspomnianej winnicy nad Dunajcem. Zakładając bowiem, że jej część i tak będzie uprawiana ręcznie, można było sobie przy takim prowadzeniu pozwolić na nieco większe plantacje stosunkowo wrażliwych odmian Vitis vinifera – w sumie ponad 1600 krzewów traminera, pinot noir i pinot gris – co przy uprawie na szpalerach byłoby raczej ryzykowne. Mam też nadzieję, że rosnące w tak dużym zagęszczeniu krzewy wymuszą na sobie wzajemnie rozwój głębszych korzenieni, co dodatkowo zwiększy ich odporność na mróz i choroby.


Winnica Uroczysko, maj 2011

Formowanie na głowę ma też swoje wady, które zadecydowały, że po ostatniej wojnie ten tradycyjny sposób prowadzenia winorośli został na większych winnicach niemal całkowicie zastąpiony przez formy szpalerowe. Uprawa takich krzewów jest bowiem bardzo pracochłonna, niewygodna (wymaga częstego schylania się) i trudna do jakiejkolwiek mechanizacji. Wyraźnie niższa, niż na szpalerach jest także wydajność plonu z jednego krzewu, choć w przeliczeniu na hektar te różnice nie są aż takie duże, z uwagi na większą gęstość nasadzeń.



Winnica w Somló

Poza tym forma na głowę nie wszędzie się udaje. Nisko prowadzone przy ziemi krzewy wymagają bowiem miejsc słonecznych, przewiewnych i dobrze chronionych przed przymrozkami, co w chłodniejszych regionach winiarskich mogą zapewnić tylko odpowiednie pochyłości i przewyższenia terenu. Jest to prawdopodobnie najlepszy – także z ekonomicznego punktu widzenia – sposób prowadzenia winorośli na bardzo stromych zboczach a także na bardzo suchych i ubogich glebach kamienistych i piaszczystych. Głowa zawodzi natomiast na terenach żyznych i bardziej wilgotnych, gdzie znajdujące się nisko nad ziemią owoce są szczególnie narażone na choroby grzybowe.

POWINOWACTWO ODMIAN V. VINIFERA

Dodano 8 sierpnia 2011, w Bez kategorii, przez bosak

Ostatnio parę razy przysiadałem nad tekstami o pochodzeniu odmian winorośli, na zamówienie (m.in. tu, tu i ostatnio tu) albo dla własnej przyjemności (tu i tu). Z masy notatek, które mi z tego pisania zostały udało się wykroić poniższe drzewko przedstawiające w miarę aktualny stan wiedzy na temat wzajemnych związków pomiędzy klasycznymi szczepami Vitis vinifera.

Otagowane:  

PRACE W JANOWCU II

Dodano 27 lipca 2011, w Bez kategorii, przez bosak

Powoli posuwają się do przodu prace przy rekonstrukcji winnicy w Janowcu. O tym pomyśle pisałem już tu, tu i tu.



Od zeszłego roku całkowicie oczyszczono z drzew i krzewów mniej więcej 150-metrowy odcinek skarpy w miejscu dawnej i przyszłej winnicy.



Odsłoniła się panorama zamku od strony rynku miasteczka…



…i odwrotnie.



Takich widoków nie oglądano w Janowcu od dobrych 30 lat, młodsi znają je tylko ze starych fotografii.



Podczas tych wycinek okazało się, że na skarpie przetrwała co najmniej setka (sic!) winorośli z winnicy założonej w latach trzydziestych przez ostatniego właściciela zamku Leona Kozłowskiego. W przyszłości planuje się badania ampelograficzne, które określą dokładnie, jakie odmiany uprawiano w tamtej winnicy. Na razie udało się zidentyfikować stosunkowo liczne krzewy chrupki białej i czerwonej (chasselas doré, chasselas rouge) i magdalenki andegaweńskiej, znaleziono także różne, nie rozpoznane dotąd krzewy, zarówno Vitis vinifera, jak i odmian mieszańcowych.



Wszystkie znalezione na zamkowej skarpie krzewy vinifer były posadzone „na własnym korzeniu”, bez szczepienia na podkładkach  i to prawdopodobnie pozwoliło im przetrwać bez żadnej opieki kilkadziesiąt mroźnych polskich zim (winnica została opuszczona około 1970 roku). Widać bowiem wyraźnie, że nie raz przemarzały one do samego gruntu, a następnie odrastały z części podziemnej. W przypadku krzewów szczepionych odrosłaby podkładka.

(fot. Petra Křístková)


Po długich dyskusjach i próbach w terenie zapadły decyzje dotyczące sposobu rekonstrukcji tarasów winnicy. Ze względu na niebezpieczeństwo erozji zbocza odpadły wszelkie pomysły z użyciem mechanicznego sprzętu. Półki winnicy będą więc profilowane ręcznie, przy pomocy tradycyjnych narzędzi, jakich niegdyś używano do takich celów (podjął się je zrekonstruować miejscowy kowal). Na razie przy pomocy tych narzędzi zrekonstruowano jedynie niewielki fragment widoczny na zdjęciu powyżej, ale w przyszłym tygodniu, o ile pogoda pozwoli, rozpoczniemy profilowanie trzech stumetrowych tarasów.



Do końca wakacji na zamku w Janowcu można oglądać wystawę moich projektów rekonstrukcji winnicy. Serdecznie zapraszam.

Otagowane:  

CZAS GENETYKÓW

Dodano 30 stycznia 2011, w Bez kategorii, przez bosak

Spore zamieszanie w prasie (m.in. tutaj, tutaj i tutaj) wywołały opublikowane ostatnio wyniki badań nad genomem winorośli, jakie przeprowadził zespół naukowców pod kierunkiem Seana Mylesa z Uniwersytetu Cornella. Projekt ten polegał na porównaniu ponad 1000 próbek DNA z kolekcji germplasmu winorośli amerykańskiego Departamentu Rolnictwa, z których 950 należało do form uprawnych Vitis vinifera ssp. vinifera (551 z nich zidentyfikowano jako odrębne odmiany, a 399 jako klony), 59 zaś do dzikich form tzw. winorośli leśnej (Vitis vinifera ssp. sylvestris).

Skala tych badań robi wrażenie, analizie poddano bowiem jakieś 6–7 procent z ogólnej liczby kultywarów winorośli (zweryfikowanych lub domniemanych odmian) odnotowanych w kolekcjach ampelograficznych na całym świecie. Przez ten statystyczny rozmach są one niewątpliwie ważne, przede wszystkim jako swego rodzaju podsumowanie i potwierdzenie poprzednich odkryć dotyczących genezy i zróżnicowania odmian V. vinifera.

Jeśli natomiast ktoś oczekuje tu całkowicie nowych, przełomowych odkryć w tej dziedzinie, będzie zawiedziony. Nie mówię bynajmniej o znaczeniu tego eksperymentu dla postępu badań genetycznych, bo na tym się nie znam, lecz o jego rezultatach istotnych z punktu widzenia wiedzy ampelograficznej. Owszem, potwierdzono bardzo bliskie pokrewieństwo odmian viognier i syrah, a także sauvignon blanc i chenin blanc, co wcześniej tylko podejrzewano, ale dla całości obrazu jest to tylko drobny detal.

Nie jest to w żadnym wypadku przytyk do dra Mylesa i jego współpracowników, bo odwalili oni kawał solidnej i pewnie potrzebnej roboty. Po prostu w ciągu ostatnich kilku lat tak intensywnie zajmowano się genetyką winorośli i osiągnięto tak dużo w tej dziedzinie badań, że dziś już coraz trudniej jest dokonać kolejnych, równie spektakularnych odkryć. Nie są bowiem niczym nowym takie wnioski autorów, jak:

1) większość uprawnych odmian V. vinifera wykazuje genetyczne korelacje z dzikimi winoroślami zachodniej Azji, co potwierdza archeologiczne dowody o początkach uprawy winorośli na tamtych właśnie obszarach (to akurat wiedzieli już starożytni, a współcześni naukowcy też tego dowiedli, np. tutaj);

2) wiele odmian uprawnych z zachodniej Europy wykazuje dość bliskie związki z lokalnymi populacjami dzikiej winorośli leśnej (mamy już na ten temat parę wnikliwych studiów, m.in. tutaj, tutaj, tutaj i tutaj);

3) większość uprawnych odmian winorośli jest ze sobą wzajemnie blisko spokrewniona (to może zaskoczyć tylko nie zorientowanych w literaturze tematu, gdyż takie pokrewieństwa dostrzegano na każdym kroku, porównując genomy odmian winorośli, m.in. tutaj, tutaj, tutaj, i tutaj).

O tym wszystkim sam pisałem przed rokiem, referując najnowsze (wtedy) koncepcje na temat genezy odmian V. vinifera.

Autorom artykułu należą się jednak duże brawa za to, jak zdołali oni przekuć te raczej mało sensacyjne fakty w ewidentny sukces, wysnuwając na ich podstawie chwytliwą medialnie, acz kontrowersyjną tezę. Teoria ta zakłada, że udomowienie winorośli – czyli selekcja pewnych cech użytkowych i zmiana rozmnażania płciowego (z nasion) na wegetatywne (przez sadzonki) – stworzyło swego rodzaju genetyczne „wąskie gardło”, przez co roślina ta utraciła wiele ze swoich zdolności adaptacyjnych.

Zamiast bowiem przyrodzonego winorośli krzyżowania się krzewów i ciągłej wymiany genów człowiek od setek, a może i tysięcy lat rozmnaża wegetatywnie ciągle te same selekcje, których genom ulegał w tym czasie nieznacznym tylko modyfikacjom w wyniku mutacji (na które zresztą winorośl jest wyjątkowo podatna). Dopływ „świeżej krwi” do tej hermetycznej populacji uprawianej w winnicach – w postaci krzyżówek lub sadzonek pobranych z dzikich winorośli – był w ciągu wieków sporadyczny.



©The New York Times/PNAS

Na dowód owej nienaturalnej homogeniczności autorzy przytaczają fakt, że trzy czwarte z badanych odmian uprawnych wykazuje bezpośrednie pokrewieństwo co najmniej z jedną inną odmianą z tej grupy, tak że tworzą one prawie jedną, bardzo rozgałęzioną rodzinę (co ilustruje zgrabnie wyrysowane drzewko genealogiczne kilkudziesięciu odmian z praojcem-traminerem w środku).

Przyznam, że precyzja tego wywodu poraziła nawet mnie, niedouczonego w naukach ścisłych humanistę ze zdiagnozowaną skłonnością do kuhnowskiego relatywizmu. Czy zatem powinniśmy założyć, że ludzkość jest zdegenerowana poprzez chów wsobny, jeśli trzy czwarte z nas ma wujka, ciotkę, bratanicę, siostrzeńca lub cioteczne rodzeństwo, a ci z kolei mają innych, równie bliskich krewnych? Pewnie dałoby się to udowodnić.

Na dokładkę analizowany materiał genetyczny nie był do końca reprezentatywny, gdyż, po pierwsze – większość badanych odmian pochodzi z basenu Morza Śródziemnego, które nieprzerwanie od czasów prehistorycznych do dziś jest ośrodkiem intensywnej wymiany ludzi, dóbr i roślin uprawnych. A po drugie – zabrakło tam na przykład odmian z południowego Kaukazu, które stanowią dużą liczebnie i wyróżniającą się swoimi odrębnymi cechami grupę winorośli. Można więc było z góry spodziewać się, że odmiany te wykażą tak bliskie pokrewieństwo, ale bynajmniej niczego to nie dowodzi.


Doliny południowego Kaukazu – ojczyzna uprawnej winorośli

Choć nie stwierdzono, aby różnorodność genetyczna uprawnej formy V. vinifera była wyraźnie mniejsza, niż dzikiej winorośli leśnej, to jednak nasi autorzy twierdzą, że osiem tysięcy lat wymuszonego celibatu znacznie tą roślinę zdegenerowało i pozbawiło odporności na czyhające zewsząd patogeny. I to ma być praprzyczyna wszelkich plag, które dotykają współczesne winnice i tego, że zużywa się w nich tony pestycydów.

No dobrze, to dlaczego krzewy V. sylvestris okazują się równie podatne na choroby i szkodniki, skoro nikt nigdy nie przeszkadzał im zapylać się wzajemnie i wymieniać genami? W pogoni za oryginalną tezą autorzy jakby zapomnieli, że mączniak i filoksera, przywleczone około połowy XIX wieku z północnej Ameryki, nie tylko pustoszyły europejskie winnice, ale też nieomal nie doprowadziły do całkowitego wyginięcia dzikiej winorośli leśnej.

Jeśli w ogóle możemy tu mówić o jakimś genetycznym „wąskim gardle”, to dotyczy ono całej populacji V. vinifera – zarówno formy uprawnej, jak i dzikiej – i nie człowiek temu winien, ale Himalaje, pustynie Azji środkowej i mrozy Syberii. Jest to bowiem jedyny z kilkudziesięciu gatunków rodzaju Vitis, jaki przez setki tysięcy, a może nawet miliony lat rozwijał się w izolacji od innych swoich krewniaków, z którymi od czasu do czasu mógłby wymienić jakiś pyłek.

Pozostałe winorośle występują w dwóch skupiskach geograficznych – z których każde liczy około 30 gatunków – w północnej i środkowej Ameryce oraz we wschodnie Azji. Ta wielogatunkowa koegzystencja chyba rzeczywiście dobrze wpłynęła na ich kondycję, gdyż gatunki te, choć na tyle blisko spokrewnione z V. vinifera, że mogą się z nią bez problemu krzyżować, są z reguły znacznie bardziej odporne na różne choroby.

Nie zapominajmy jednak, że niedawno jeszcze sama V. vinifera też stosunkowo dobrze radziła sobie z trudami egzystencji i przed połową XIX wieku właściwie żadne większe plagi, poza najazdami koczowników i islamem, nie zagrażały jej uprawom. Spowodowały to dopiero choroby i szkodniki przywleczone zza oceanu, na które roślina ta nie mogła się ewolucyjnie uodpornić, bo nigdy wcześniej z nimi się nie zetknęła. I to zapewne jest gwóźdź problemu, ale powtarzanie takich truizmów chyba nikogo już dzisiaj nie interesuje.

Chcę tu zwrócić uwagę na jeszcze jedną potencjalną przyczynę kiepskiej kondycji współczesnych upraw V. vinifera, która jakoś umyka badaczom tego zjawiska. Otóż, gdy w końcu XIX wieku zaczęto szczepić winorośle na odpornych na filokserę podkładkach i równocześnie wprowadzać nowe sposoby ich prowadzenia na szpalerach, wielokrotnie zwiększył się przeciętny plon uzyskiwany z jednego krzewu.

Przed nadejściem filoksery renomowane winnice bordoskie dawały w dobrych latach do dwóch ton winogron (10–15 hl wina) z jednego hektara, na którym rosło nieraz ponad 15 tysięcy krzewów. Potem normą stało się 10 ton (65–70 hl) a gęstość nasadzeń spadła o połowę. W wielu innych regionach te proporcje zmieniły się w sposób jeszcze bardziej drastyczny. Nawiasem mówiąc, to właśnie ów gwałtowny wzrost wydajności jest najbardziej logicznym wytłumaczeniem odmienności win przedfilokserowych, jaką raportują wybrańcy, którym dane było zajrzeć do takich butelek.

Zwiększenie plonu z kilkunastu dekagramów do jednego, dwóch, a często więcej kilogramów musiało jakoś odbić się  na fizjologii krzewu i jego odporność. Tym bardziej, że było to związane z intensywnym nawożeniem winnic, a nierzadko wręcz z przenoszeniem plantacji na żyźniejsze gleby, a wiec w miejsca bardziej wilgotne i sprzyjające rozwojowi chorób grzybowych (wystarczy np. porównać dziewiętnastowieczne i współczesne mapy winnic w takich regionach, jak Tokaj, czy Eger). To wszystko mogło spowodować wzrost podatności winorośli także na niektóre patogeny miejscowego pochodzenia (np. botrytis).

Na koniec autorzy raportu apelują, aby winogrodnicy i hodowcy wyszli poza krąg mnożonych od stuleci klasycznych selekcji V. vinifera i rozejrzeli się za genami warunkującymi odporność także wśród innych gatunków winorośli. Tylko w ten sposób bowiem można będzie rozwiązać problem patologicznej wręcz chemizacji, jaki dotyka dziś uprawy winorośli. Zużycie pestycydów w europejskich winnicach jest w przeliczeniu na jednostkę powierzchni mniej więcej siedmiokrotnie wyższe, niż średnia dla innych upraw! Nawet w winnicach organicznych i biodynamicznych regularnie stosuje się opryski preparatami siarkowymi, które wcale nie są mniej szkodliwe dla środowiska i ludzkiego zdrowia, niż inne środki.

Już od 150 lat hodowcy pracują nad uzyskaniem odporniejszych odmian, krzyżując winorośle europejskie z dzikimi gatunkami amerykańskimi (np. V. labrusca, V. riparia, V. rupestris, V aestivalis, V. cinerea i inne) i dalekowschodnią V. amurensis. Tym sposobem uzyskano już niejedną wcale udaną selekcję, łącząca stosunkowo wysoką odporność z całkiem klasycznym charakterem wina (jak choćby popularne w Polsce rondo). Jednak w świetle osiągnięć współczesnej biologii molekularnej to wezwanie do nowych poszukiwań nabiera zupełnie innego znaczenia, gdyż w najbliższych latach można się spodziewać prawdziwego przełomu w takiej hodowli.

Nie myślę tu bynajmniej o winoroślach genetycznie modyfikowanych, choć nad nimi też się pracuje. Dzięki rozpracowaniu genomu winorośli (o czym tutaj i tutaj) i wyodrębnieniu funkcji poszczególnych genów (w tym genów odpowiedzialnych za odporność na choroby, patrz tutaj i tutaj) można teraz znacznie usprawnić tradycyjną – i jak najbardziej zgodną z naturalnymi i Boskimi prawami – metodę hodowli, polegającą na krzyżowaniu roślin. Dotąd takie krzyżówki przypominały loterię, a hodowcy, dobierając rośliny rodzicielskie mogli mieć tylko nadzieję, że potomstwo odziedziczy pewne ich cechy.

Teraz, na podstawie sekwencji genomu możemy już znacznie trafniej dobierać rodziców, tak, aby zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia określonych cech (a więc pewnych określonych genów) u potomstwa. Kolejne ułatwienie dotyczy selekcji materiału pochodzącego z takich krzyżówek. Dotąd trzeba było przez całe lata obserwować około setki roślin uzyskanych z każdej krzyżówki, aby stwierdzić, czy któraś z nich w ogóle spełnia nasze oczekiwania. Teraz, gdy tylko młode siewki wypuszczą pierwsze liście można na podstawie analizy DNA określić sporo istotnych cech przyszłej rośliny i do dalszej obserwacji wybrać jedynie kilka najlepiej rokujących.

Sprawdzenie nowej krzyżówki, zanim się ją wprowadzi do komercyjnej uprawy trwało dotąd około 20–30 lat, teraz ten czas skróci się być może nawet o połowę. Co jednak ważniejsze, dzięki bardzo wczesnej selekcji roślin znacznie zwiększają się „moce przerobowe” instytutów zajmujących się hodowlą nowych odmian. Korzystając z tych samych środków i personelu, będą one teraz mogły testować jednocześnie nawet 20–30 razy więcej krzyżówek, niż dotąd. A reguły są tu proste – kto częściej gra, ten częściej wygrywa.

Otagowane:  

NOWA USTAWA NADCHODZI

Dodano 21 grudnia 2010, w Bez kategorii, przez bosak

Jak podała prasa (m.in. tutaj i tutaj), rząd przyjął dziś projekt nowej ustawy winiarskiej, nad którą ministerstwo rolnictwa pracowało od wiosny. Oto niektóre planowane zmiany:

1. Znika z etykiet wielce myląca nazwa „Polskie Wino/Polish Wine”, która – przypomnijmy – była przypisana do napitków wyrabianych z importowanego koncentratu gronowego. Odtąd ta kategoria wyrobów będzie określana jako „wino z soku winogronowego”.

2. Wprowadza się kategorię „markowych win owocowych” produkowanych wyłącznie ze świeżych owoców, w odróżnieniu od innych win owocowych”, które można wyrabiać z konserwowanych soków i koncentratów.

3. Nową kategorią będą także „markowe miody pitne”, do których nie będzie można dodawać sacharozy i spirytusu (z wyjątkiem destylatu miodowego), jak to jest dozwolone przy produkcji innych tzw. miodów pitnych.

4. Drobnych producentów win owocowych i miodów pitnych będą obowiązywać uproszczone zasady dokonywania wpisu do „rejestru przedsiębiorców wykonujących działalność w zakresie wyrobu i rozlewu wyrobów winiarskich”. Ułatwienia są raczej kosmetyczne i będą dotyczyć producentów wytwarzających jedynie niewielkie ilości  „markowych win owocowych” (do 5 tys. litrów), cydru lub perry (do 10 tys. litrów) lub „markowych miodów pitnych” (uzyskanych co najwyżej z 500 kg miodu pszczelego) i to wyłącznie z własnego surowca. Przypomnijmy, że producenci win gronowych z własnego surowca są w ogóle zwolnieni z obowiązku dokonania takiego wpisu.

5. Producentów wyrabiających wina gronowe z własnych winogron nowa ustawa określa jednoznacznie jako „przedsiębiorców”, podczas gdy w starej ustawie są oni nazwani bardziej enigmatycznie jako „podmioty”. Jeśli dotąd producenci wina będący rolnikami mogli to robić na zasadach działalności rolniczej – a przynajmniej udawało się wywalczyć taką interpretację – to pewnie teraz będą oni musieli zarejestrować działalność gospodarczą. Nie mam jednak pewności, że tak rzeczywiście będzie – może wyjaśniłby to jakiś zorientowany w tej materii prawnik?

6. Złagodzone zostają – i tak już liberalne – przepisy dotyczące odmian winorośli stosowanych  w komercyjnej produkcji wina. Zgodnie z dotychczasowymi przepisami można w tym celu używać wyłącznie odmian „sklasyfikowanych jako odmiany winorośli przeznaczone do wyrobu wina gronowego, co najmniej w jednym z państw członkowskich Unii Europejskiej, które na podstawie art. 24 rozporządzenia nr 479/2008 dokonało takiej klasyfikacji odmian winorośli”. Natomiast według projektowanej ustawy dopuszcza się użycie „odmian winorośli spełniających wymagania określone w art. 120a ust. 2 rozporządzenia nr 1234/2007”. A owe wymagania są następujące:
„a) dana odmiana należy do gatunku Vitis vinifera lub pochodzi z krzyżówki gatunku Vitis vinifera z innymi gatunkami rodzaju Vitis;
b) dana odmiana nie jest jedną z następujących odmian: Noah, Othello, Isabelle, Jacquez, Clinton i Herbemont.”
W praktyce oznacza to, że poza sześcioma wymienionymi wyżej szczepami będzie w Polsce można robić wina ma sprzedaż praktycznie z każdej vinifery i jakiejkolwiek krzyżówki z jej udziałem. A więc w pełni legalne staną się uprawiane u nas odmiany, które nie były dotąd zarejestrowane w żadnym kraju UE, jak choćby muszkat odeski, jutrzenka, czy nowe odporne selekcje amerykańskie (np. frontenac, la crescent).

7. Wprowadza się procedury, które umożliwią formalnym i nieformalnym grupom winiarzy (co najmniej dwóch komercyjnych producentów) rejestrację apelacji dla polskich win gronowych („chroniona nazwa pochodzenia”, „chronione oznaczenie geograficzne”), zgodnie z nowymi przepisami unijnymi.

Otagowane:  

SZKOLENIE WINIARSKIE W BRWINOWIE

Dodano 11 grudnia 2010, w Bez kategorii, przez bosak

Centrum Doradztwa Rolniczego we współpracy z Polskim Instytutem Winorośli i Wina organizuje szkolenie Profesjonalna produkcja win gronowych w małym gospodarstwie winiarskim. Szkolenie odbędzie się w dniach 4-5 lutego (piątek-sobota) w siedzibie Centrum Doradztwa Rolniczego w Brwinowie, ul. Pszczelińska 99. Tu szczegóły szkolenia i namiary organizatorów. Serdecznie zapraszam.

Otagowane:  

GENETYKA FERMENTACJI

Dodano 21 listopada 2010, w Bez kategorii, przez bosak

Dziś doczytałem właśnie ostatni odcinek świetnego cyklu popularyzatorskich artykułów Andrzeja Daszkiewicza o drożdżach (Magazyn Wino nr 47 s. 74). Pisząc tym razem o dylemacie: drożdże dzikie, czy selekcjonowane, autor kończy optymistycznie:

„W końcu chodzi o to, by stworzyć jak najlepsze wino. Pamiętajmy, że nie ma (na razie?) sztucznych drożdży, tyle, że niektóre są selekcjonowane.”

Otóż nie jest tak do końca – nie zapominajmy bowiem o drożdżach genetycznie modyfikowanych, które od kilku lat są stosowane w komercyjnej produkcji wina. Nie wiem, czy to już są „sztuczne drożdże”, ale też trudno przejść nad nimi do porządku, uznając je bez zastrzeżeń za „naturalne”. Choćby z tego powodu, że niezależnie od takiej, czy innej racji spory procent konsumentów wina po prostu nie akceptuje genetycznie zmodyfikowanych wiktuałów.

Jak dotąd, w branży winiarskiej nie obserwujemy takiej inwazji genetycznie zmodyfikowanych organizmów (GMO), jak w wielu innych gałęziach produkcji roślinnej. Nigdzie nie są dopuszczone do regularnej uprawy zmodyfikowane winorośle, choć istnieją już całkiem interesujące transgeniczne warianty klasycznych odmian Vitis vinifera (a także podkładek winorośli) o podwyższonej odporności na choroby i szkodniki. Na razie są one testowane na pilnie strzeżonych plantacjach doświadczalnych w kilkunastu instytutach badawczych w Europie i w krajach Nowego Świata. Dzisiaj jedynymi GMO, które oficjalnie i legalnie mogą być stosowane bezpośrednio przy produkcji wina pozostają dwa  zmodyfikowane szczepy drożdży winiarskich.

Prace nad modyfikacjami genetycznymi drożdży Saccharomyces cerevisiae (przypomnijmy, że jest to najważniejszy gatunek odpowiedzialny za fermentację wina) rozpoczęły się mniej więcej dwadzieścia lat temu i ich głównym celem nie było bynajmniej uzyskanie nowych szczepów drożdży winiarskich. Drożdże takie są wykorzystywane na szeroką skalę do syntezy różnych związków i substancji, choćby w medycynie i w przemyśle farmaceutycznym (np. do produkcji insuliny), w przemyśle kosmetycznym, czy przy produkcji biopaliw. Zmodyfikowanych szczepów S. cerevisiae używa się też coraz szerzej w piekarnictwie i przy produkcji piwa.

Ale w wielu krajach od lat pracuje się również nad stworzenie genetycznych modyfikacji drożdży przydatnych do produkcji wina. Badania takie prowadzi się między innymi we Francji, Niemczech, Szwecji, USA, Kanadzie i RPA. Cele, jakie tu stawiają sobie badacze są bardzo różne, na przykład:
- wytworzenie podczas fermentacji pożądanych związków odpowiedzialnych za smak i aromat wina (np. glicerolu, estrów i innych związków aromatycznych),
- rozkład kwasu jabłkowego podczas fermentacji alkoholowej,
- degradacja niepożądanych produktów ubocznych fermentacji (np. octan etylu, diacetyl),
- redukcja zawartości alkoholu,
- wytworzenie lub wzmocnienie działania pożądanych enzymów,
- przyspieszenie autolizy drożdży,
- szybsze wytrącanie osadu i klarowanie wina, etc., etc.

Pierwszą zmodyfikowaną genetycznie selekcją S. cerevisiae autoryzowaną do komercyjnej, wielkotowarowej produkcji wina stały się drożdże oznaczone jako ML01. W 2003 roku amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków przyznała im status GRAS („ogólnie uznane jako bezpieczne”) i dopuściła do komercyjnej dystrybucji na terenie Stanów Zjednoczonych. Trzy lata później podobny status uzyskały kolejne zmodyfikowane genetycznie drożdże winiarskie o symbolu ECMo01. W tym samym 2006 roku obydwa te szczepy zostały dopuszczone do produkcji wina w Kanadzie. Ich stosowanie jest dziś dozwolone także w Mołdawii.

ML01 stworzył dr Hennie van Vuuren z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej na bazie popularnych drożdży Prise de Mousse-S92 (S. cerevisiae ssp. bayanus). Dodano do nich geny pochodzące z drożdży Schizosaccharomyces pombe, odpowiedzialne za rozkład kwasu jabłkowego, oraz geny powodujące fermentację malolaktyczną, pobrane z bakterii Oenococcus oeni. Dzięki tym drożdżom można dość łatwo przeprowadzić jednoczesną fermentację alkoholową i jabłkowo-mlekową.

ECMo01, to również kanadyjska selekcja, powstała w laboratorium First Venture Technologies w Vancouver, a jej podstawą stał się szeroko stosowany, stary szczep drożdży winiarskich M-1107, zwany też UCD-522 (S. cerevisiae ssp. cerevisiae). W tym przypadku manipulacja genetyczna polegała na powieleniu i uaktywnieniu własnego genu S. cerevisiae oznaczonego jako DUR1,2. W „normalnych” drożdżach gen ten nie jest aktywny podczas fermentacji alkoholowej, tu jednak zmieniono sekwencje DNA, przenosząc promotory genowe i terminatory z innych selekcji S. cerevisiae. W rezultacie uruchomiono degradację powstających podczas fermentacji wina szkodliwych aminów biogenicznych, które są prekursorami takich związków, jak „kacogenna” histamina, czy karbaminian etylu, uchodzący za substancje potencjalnie rakotwórczą.

Nikt do końca nie wie, jak często stosowane są przy produkcji wina te zmanipulowane mikroorganizmy. W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie producenci nie mają żadnego obowiązku, żeby z tego komukolwiek się spowiadać, czy też informować o tym fakcie konsumentów (choć wielu po prostu do tego się przyznaje). Co więcej, drożdże użyte podczas fermentacji nie są formalnie uznawane jako składnik, lecz tylko jako środek służący do produkcji wina, a więc nie muszą być wymieniane na etykietach, czy w dokumentach towarzyszących, nawet w przypadku, gdy tak zrobione wino jest eksportowane do krajów posiadających znacznie bardziej restrykcyjne przepisy dotyczące użycia GMO w produktach spożywczych.

A przecież trudno jest usunąć całkowicie drożdże pozostałe w winie po fermentacji. Jak wykazują badania, nawet dzisiaj, w dobie absolutnej higieny i sterylnej filtracji, po kilkunastu miesiącach spędzonych w butelce ponad połowa win wykazuje choćby minimalne ślady aktywności drożdży, a właściwie wszystkie zawierają – i to niekiedy w znaczącym stężeniu – produkty ich autolizy. Inne doświadczenia pokazują, że przeżywalność modyfikowanych drożdży w butelce nie odbiega od tej ogólnej średniej.

Stwierdzono także, że zmodyfikowane genetycznie drożdże dość łatwo przedostają się do dzikich populacji. Może się więc zdarzyć, że nawet butelka pochodząca od winiarza biodynamika – zagorzałego przeciwnika GMO, stosującego spontaniczną fermentację będzie zawierała pozostałości takich zmanipulowanych drożdży jeśli tylko są one stosowane przez jego sąsiadów.

Otagowane:  

DOTACJE NA WINNICE

Dodano 13 listopada 2010, w Bez kategorii, przez bosak

Na styczeń przypada kolejny termin składania wniosków o wsparcie z działania „Modernizacja gospodarstw rolnych” Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. W ramach tego działania istnieje możliwość pokrycia od 40 do 60 procent kosztów założenia winnicy, przy kwocie dotacji nawet do 300 tys. zł. To być może ostatnia taka szansa w najbliższych latach, gdyż powoli wyczerpują się środki przewidziana na realizacja Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007–13. A więc warto teraz zakasać rękawy i w ciągu dwóch miesięcy przygotować wniosek. Tutaj więcej informacji.


Młoda winnica w okolicach Wadowic (lato 2010)

Otagowane:  

POLSKIE WINA NA ENOEXPO 2010

Dodano 29 października 2010, w Bez kategorii, przez bosak

Wczoraj odbył się 2. Konkurs Polskich Win o Medal Targów ENOEXPO 2010. Startowało 55 win, przyznano 19 medali (1 złoty, 6 srebrnych i 12 brązowych). Wina te będą prezentowane podczas tegorocznych targów ENOEXPO w dniach 17–19 listopada. Tu można podejrzeć nieoficjalne wyniki konkursu.

Otagowane:  

  • RSS