W imieniu Polskiego Instytutu Winorośli i Wina i redakcji „Magazynu Wino” serdecznie zapraszam wszystkich posiadaczy winnic i producentów polskiego wina na V Konwent Polskich Winiarzy, który odbędzie się w dniach 25-26 września 2010 r. w Krakowie, w Sali Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego, ul. Krupnicza 33. Tu więcej szczegółów.
Tagi: polskie wino, konwent polskich winiarzy
skomentuj (0)
Pewnie nigdy nie wybrałbym się do Sabile, gdyby nie czescy przyjaciele, niestrudzeni łowcy winiarskich ciekawostek, którzy namówili mnie na wspólny „krátký weekendový výlet” w tamtą stronę. Zahaczając po drodze o mazurską winnicę Wiktora Bruszewskiego oraz dwie inne na Litwie, mniej więcej po 48 godzinach i 1500 kilometrach od wyjazdu z Krakowa docieramy do wspomnianego łotewskiego miasteczka, które słynie z najbardziej północnych plantacji winnej latorośli w tej części Europy.

Sabile znajduje się w północnej Kurlandii, w dolinie rzeki Abawy, w malowniczej, pagórkowatej okolicy vulgo zwanej „łotewską Szwajcarią”. Ta ledwie pofalowana szwajcarskość jest adekwatna do paryskości paru znanych mi miast nazywanych „Paryżami wschodu”, ale miejscowe Winne Wzgórze (Vīnakalns) bynajmniej nie jest toponomastycznym żartem. To wysokie na ponad trzydzieści metrów, strome zbocze porasta bowiem całkiem spora i ładnie utrzymana tarasowa winnica. A jest to i tak zaledwie fragment rozległych winogradów, jakie istniały tam w przeszłości.
Tradycje uprawy winorośli w Sabile sięgają bowiem XIV–XVI wieku, kiedy tereny te przynależały do krzyżackiego zamku w sąsiedniej Kandawie. Później mieli tu swoje winnice władcy kurlandzcy. Wiadomo, że za panowania księcia Jakuba Kettlera (1642–82) plantacje te obsadzono sprowadzonymi z zagranicy sadzonkami winorośli. Upraw tych zaniechano jednak w XVIII wieku, po niezwykle niszczących dla Kurlandii wojnach. Dopiero w 1936 roku, z inicjatywy ówczesnego prezydenta Łotwy Kārlisa Ulmanisa została w tym miejscu ponownie zasadzona niewielka winnica.
Po ostatniej wojnie plantacja ta była administrowana przez ogrodniczą stację doświadczalną mieszczącą się w pobliskim Pūre, lecz z czasem była ona zaniedbana i w końcu zupełnie opuszczona. W 1989 roku grupa entuzjastów rozpoczęła rekonstrukcję winnicy w oparciu o nowe łotewskie selekcje winorośli – głównie krzyżówki z V. labrusca i V. amurensis – stosunkowo wcześnie dojrzewające i zdolne znosić mrozy nawet poniżej –30°C.

Dziś winnica zajmuje powierzchnię prawie półtora hektara. Podstawowym uprawianym szczepem jest autochtoniczna ciemna zilga, a towarzyszą jej jasne odmiany łotewskie – meda, sukribe, supaga i veldze – oraz rosyjska novgorodas jubilejas (jubilejnyj nowgoroda). Winogrona są przerabiane na wino, a gros produkcji konsumuje się podczas lokalnego święta wina, które odbywa się tam co roku w ostatni weekend lipca. Byliśmy w Sabile niedługo po tym terminie i po przetrząśnięciu całego miasteczka udało się nam kupić ledwie jedną butelkę!

Winnica jest bardzo ładnie prowadzona, zadbana i udostępniona dla zwiedzających (po wykupieniu symbolicznego biletu). Jak dowiedzieliśmy się, dochody z biletów i sprzedaży wina nie pokrywają jeszcze kosztów utrzymania i do całego interesu dokłada miejscowa gmina, która zatrudnia dwie osoby na co dzień opiekujące się tym miejscem. Niemniej jest to prawdziwy symbol miasteczka (które ma winne grono w herbie) i duża atrakcja przyciągająca turystów.

W Sabile chwalą się, że według księgi rekordów Guinnessa jest to najbardziej na północ wysunięta winnica na otwartym powietrzu. Nie jest to do końca prawda, gdyż co najmniej dwie komercyjne winnice znajdują się jeszcze bliżej bieguna: jest to szwedzka winnica Blaxta Vingård (59°03'N) oraz winnica Hallingstad niedaleko Oslo (59°47'N). Natomiast Sabile (57°03'N), to prawdopodobnie najbardziej północna z większych winnic po tej stronie Bałtyku.

Sabiles Vīns 2009, Sabiles Vīnakalns
Wino z polarnej odmiany zilga (krzyżówka V. vinifera, V. labrusca i V. amurensis). Kolor jasnoczerwony, na pograniczu wina różowego. Zapach czereśniowy, dość przyjemny, z lekką nutą labruski (świeże truskawki). W ustach kompot z czereśni, wyraźne tony makowe, orzechowe (makowiec z kruszonką), dobra kwasowość zgrabnie zrównoważona paroma gramami cukru resztkowego, dość długa czereśniowa końcówka z wyczuwalną nutą alkoholu. Wino oczywiście pokazuje wady swojego mieszańcowego pochodzenia (brak ciała, kompotowy charakter, nietypowe aromaty), ale jest dość kulturalnie zrobione i całkiem pijalne (mogłoby się nieźle zgodzić np. z litewskimi cepelinami).
Tagi: łotwa, kurlandia, sabile, zilga
skomentuj (0)
Korzystając z wyjazdu na kongres OIV w Tbilisi nie mogłem sobie odmówić krótkiego rajdu po Kachetii, z intencją odwiedzenia paru producentów stosujących unikalną technologię wyrobu wina w pogrzebanych w ziemi wielkich amforach kwewri. O tej prastarej „metodzie kachetyjskiej” – jak i o samych amforach – piszę szerzej w osobnym artykule i tam odsyłam zainteresowanych, a tu poprzestanę na impresjach.
Pierwsza jest taka, że tradycyjne wina z kwewri wracają w Gruzji w wielkim stylu.
Technologia, która przez ostatnie pół wieku była zepchnięta do przydomowych piwniczek
(wcale zresztą licznych), od paru lat jest coraz częściej stosowana także w
komercyjnej produkcji wina. Specjalną w tym zasługę mają drobni
producenci – i to kolejny gruziński fenomen – których ostatnio coraz tam więcej.
W samej Kachetii działa już kilkudziesięciu niewielkich, komercyjnych wytwórców,
gospodarujących na kilku lub kilkunastu hektarach winnic. Jak na europejskie standardy
wciąż nie jest ich wielu, ale w całej strefie postsowieckiej jest to ewenement.
Niewątpliwie do najciekawszych takich małych projektów winiarskich w Kachetii należą piwnice Prince Makashvili w Kardenachi. Jest to inicjatywa piątki przyjaciół z Tbilisi, którzy przed siedmiu laty, bardziej dla frajdy, niż zysku kupili wspólnie jednohektarową winnicę i zaczęli bawić się w biodynamikę. Dziś posiadłość obejmuje 5,5 ha winnic położonych w bardzo niegdyś prestiżowych crus Carapi i Achoebi, w granicach apelacji Kardenachi i Gurdżani. Grupie przewodzi dziennikarz Georgi Makaszwili, enologiem jest filolog Suliko Caiszwili, a pozostali trzej wspólnicy są lekarzami.
To pierwsza konsekwentnie biodynamiczna winnica
w Gruzji i jako taka jest ona właściwie z definicji skazana na międzynarodowy
aplauz. Nasi biodynamicy z Kardenachi są często zapraszani na różne zagraniczne targi i pokazy, ich wina są sprzedawane w Europie po 20–30 euro
za butelkę, a mimo to chętni zapisują się na listy oczekujących. Zważmy jednak, że cała roczna produkcja nie przekracza nawet 10 tysięcy butelek, a niektóre
wina są dostępne w ilości zaledwie kilkuset flaszek.
Podstawowym uprawianym szczepem jest rkaciteli, który uzupełniają białe odmiany mcwane i chichwi oraz ciemna saperawi. W winnicach sporo jest starych, trzydziesto- i czterdziestoletnich krzewów, a średnia wydajność z hektara nie przekracza 20 hektolitrów. Wina są produkowane zgodnie z tradycyjną „metodą kachetyjską”, macerowane w kwewri przez 6 miesięcy, a potem jeszcze dodatkowo starzone w amforach przez co najmniej 12 miesięcy. Fermentacja jest prowadzona wyłącznie na własnych drożdżach, co pozwala utrzymać zawartość alkoholu na rozsądnym poziomie około 13 procent. Wina są siarkowane dopiero przed samym butelkowaniem, przy zastosowaniu niewielkich dawek SO2 rzędu 20–50 mg/l.
W sadzie przed starym wiejskim domem w Kardenachi, który służy za letnią rezydencję firmy, wraz z Georgim Makaszwili i Suliko Caiszwili degustujemy ich wina. Ozdobę podwórka, obok trzydziestoletniego żiguli stanowi malowniczy dwupoziomowy budynek marani, wzniesiony własnoręcznie przez gospodarzy z krzywych cegieł niedbale zlepionych wapnem i nieheblowanych desek. Po chwiejnej drabinie schodzi się w czeluście tej nonszalanckiej piwnicy, tam prosto w klepisku tkwią zakopane kwewri, a na zakurzonych półkach leżakują tysiące butelek. Wszystkie wina bardzo dobre.
Rkatsiteli Grand Cru Akhoebi 2007
Kupaż 90% rkaciteli, 6% mcwane i 4% chichwi. Intensywny ciemnozłoty kolor. Wino świetnie zbudowane, mineralne, żywe, pełne jabłkowo-gruszkowego owocu, z nutą ziół i pigwy, długie, ze świeżą, lekko zieloną końcówką.
Rkatsiteli Grand Cru Tsarapi 2007
W nosie intensywny, czysty owoc, jabłka, gruszki, pigwa, czysto, przyjemnie. W smaku ładnie zbudowane, skoncentrowane, mineralne, z dobrym owocem (gruszki, pigwa) i długą, pieprzną, lekko taniczną końcówką.
Rkatsiteli Grand Cru Tsarapi 2006
Kolor herbaciany. Intensywny aromat pieczonych jabłek, pigwa, śliwki mirabelki. W ustach wino świeże, żywe, mineralne, przyjemny pełny owoc (jabłko, pigwa) i świeża, nieo trawiasta końcówka.
Saperavi Grand Cru Akhoebi 2007
Kolor intensywny, niemal granatowy. Czyste, wiśniowo-śliwkowe aromaty z nutami pieprzu i śródziemnomorskich ziół, mocna garbnikowa struktura i pełny, świeży intensywny owoc, pikantna, długa końcówka, sporo elegancji.
Tagi: gruzja, kachetia, kwewri, prince makashvili
skomentuj (2)
Po tygodniu spędzonym poza krajem robię sobie rutynową prasówkę przy porannej kawie i na blogu Krzysztofa Fedorowicza znajduję bardzo zajmującą polemikę dotyczącą planowanej „wojewódzkiej” winnicy pod Zieloną Górą. Podsumowując krótko:
1. Parę dni temu Marek Krojcig (winnica Stara Winna Góra) w wypowiedzi dla Gazety Wyborczej zarysował wizję podziału przeznaczonego na tą winnicę obszaru na parohektarowe działki, uprawiane indywidualnie przez poszczególnych winogrodników, przy zachowaniu pewnych wspólnych reguł („...opracujemy regulamin obowiązków i praw dla winiarzy...”). Ten pogląd zdaje się podzielać kilku zielonogórskich winiarzy.
2. Natomiast Krzysztof Fedorowicz (Winnica Miłosz) obstaje przy koncepcji jednej, wielkiej i niepodzielnej 34-hektarowej winnicy „...na której zabiegi agrotechniczne będą wykonywali zatrudnieni przez wspólnotę – zrzeszoną w grupę producencką – pracownicy...”, a każdy winiarz-udziałowiec miałby wyznaczone swoje rzędy winorośli i w ramach swoich kompetencji mógłby „...zająć się tutaj cięciem winorośli czy samym zbiorem oraz produkcją wina.” Swoją koncepcję autor uzasadnia przede wszystkim potrzebą ochrony walorów krajobrazowych tego miejsca. Tą wizję również poparło parę osób.
Uważam, że dylematy takie powinni rozstrzygać między sobą przyszli użytkownicy winnicy i bynajmniej nie zamierzam kłaść palca między lubuskie drzwi, wtrącając się do tej dyskusji. Nie będę jednak udawał, że sprawa ta w ogóle mnie nie obchodzi, gdyż sam kazus wspólnej winnicy – poprzez swoje rozliczne implikacje kulturowe, społeczne, ekonomiczne, krajobrazowe, etc. – na pewno jest ciekawy i wart bliższego przyjrzenia się. Dlatego pozwolę tu sobie zamieścić na gorąco parę ogólniejszych uwag, traktując rzeczoną winnicę jako studium przypadku.
Jeśli winnica ma być przedsięwzięciem w pełni komercyjnym, którego celem jest zwrot poniesionych inwestycji i generowanie dalszych zysków – a zakładam, że tak jest – to możliwe są dwie formy jej zarządzania:
1) tak jak chce Marek Krojcig, teren podzieli się na indywidualne działki, które będą zainwestowane i użytkowane przez poszczególnych winiarzy zgodnie z ich własnym planem biznesowym, przy zachowaniu ustalonych wcześniej reguł o charakterze planistycznym (np. rozstaw i kierunek rzędów winorośli, wysokość szpalerów, ograniczenia dot. zagospodarowania działki, etc.), albo...
2) cała winnica będzie od A do Z jednolicie zarządzana – łącznie z produkcją i sprzedażą wina – przez wybrany zarząd, lub zatrudnionego menadżera, który będzie ponosił całkowitą odpowiedzialność za jakość produkcji i wyniki finansowe, ale też będzie miał pełną kontrolę nad każdym krzaczkiem winorośli – w takim przypadku winiarze-udziałowcy będą mieli głos na walnym zebraniu, ale nie będą mogli się wtrącać do bieżącej pracy w winnicy i piwnicy!
Nie wierzę natomiast, że zdadzą egzamin jakieś formy pośrednie, gdzie winiarz będzie decydował np. o cięciu i zbiorze, ale już nie o ochronie winorośli, czy uprawie gleby. Warunkiem uzyskania wysokiej jakości wina jest bowiem skupiona w jednym ręku kontrola nad każdym etapem produkcji, od zimowego cięcia, po zabutelkowanie wina. A dziś na kiepskim winie nie zarobi się nawet w Polsce (już się zdarzyło, że do jednej z naszych winnic zwrócono ze sklepów partię wina nie zadawalającej jakości).
Oczywiście w wielu krajach Europy wciąż egzystują różnego rodzaju „wspólnoty winiarskie”, czy też inne quasi spółdzielcze twory, które są pochodną zawikłanych struktur własnościowych – często jeszcze postfeudalnych – albo eksperymentów społecznych podejmowanych po ostatniej wojnie (także w zachodniej Europie zdarzały się wówczas przymusowe reparcelacje winnic). Wszelkie tego typu formy wspólnego użytkowania winnic, które ograniczają decyzje poszczególnych producentów (podobnie jak np. zbyt sztywne przepisy apelacyjne) w wielu regionach są dziś uważane za poważne obciążenie w podnoszeniu jakości produkcji wina.
Po co więc, jeśli tworzy się wszystko od nowa, wprowadzać archaiczne struktury i zależności, z których gdzie indziej co ambitniejsi winiarze próbują się czym prędzej wyplątać?
Proszę mnie źle nie zrozumieć – nie jestem przeciwko grupom producenckim, wspólnym zakupom sprzętu, wspólnym akcjom marketingowym, czy też wszelkim innym formom współpracy, które w danym czasie i danej sytuacji mogą przynieść korzyść winiarzom. Przestrzegam tylko przed tworzeniem zbyt zawiłych, sztywnych i skomplikowanych reguł, które utrudniałyby sprawne zarządzanie winnicą, czy to na poziomie całości, czy poszczególnej, indywidualnej parceli – w zależności od opcji, jaką się wybierze.
Nie jestem też przekonany, czy akurat „wielka winnica – bez działek i miedz” jest tym najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia ochrony walorów krajobrazowych i przyrodniczych? Współczesna winnica, z ukierunkowanym rytmem długich (ktoś wspomniał o 400 m), prostych szpalerów, to nie łagodnie falujące łany zbóż i wprowadzenie takiej dość agresywnej formy przestrzennej na zwartym obszarze o powierzchni ponad 30 hektarów może niekorzystnie odbić się na urodzie tego miejsca.
Nie oszukujmy się, takie nowoczesne, wielkoobszarowe, „przemysłowe” winnice, to nie jest forma jakoś szczególnie długo zakorzeniona w tradycji europejskiego krajobrazu. Podobnie, jak supermarkety, uprawy takie rozpowszechniły się dopiero po ostatniej wojnie, by produkować dużo i tanio, nie licząc się z kosztami ekologicznymi. Sto lat temu w krajobrazie europejskich regionów winiarskich dominowały niewielkie winnice, często poprzedzielane pasami sadów, łąk i pól uprawnych.
Rzadko się o tym głośno mówi, ale rozległe, intensywnie uprawiane monokultury winorośli należą dziś do najbardziej inwazyjnych upraw. Winnice zajmują niecałe 10 procent obszarów rolnych w Europie, a zużywa się w nich około 70 procent wszystkich fungicydów (sic!) Aby zrównoważyć te niekorzystne oddziaływania, w rozwiniętych krajach winiarskich dziś coraz częściej odchodzi się od takich rozległych nasadzeń, a wielkie winnice nierzadko dzieli się na mniejsze parcele, rozdzielone pasami drzew i krzewów (np. w Niemczech zaleca się ostatnio, aby z każdego hektara upraw winorośli wydzielić co najmniej jeden ar w formie „korytarza ekologicznego” lub „ostoi przyrodniczej”).
Nie promujmy więc, proszę, jako modelowego rozwiązania czegoś, co już stało się démodé. Nie krzyczmy wersalikami, że dzielenie winnicy, to „totalna planistyczna porażka”, bo to oczywista bzdura. Nie tyle można, ile należy rozważyć jakąś formę rozdzielenia tak dużej powierzchni. Mnie też by się nie podobało, gdyby zrobiono z tego miejsca ogródki działkowe. Ale przecież można to zrobić inaczej, nawiązując choćby do tradycyjnego krajobrazu zielonogórskich winnic, takiego, jaki znamy ze zdjęć z początku XX wieku.
Gorąco rekomenduję wykonanie rzetelnych studiów krajobrazowych, a także kompleksowej oceny oddziaływania na środowisko, zanim zacznie się poważnie myśleć o ostatecznym projekcie winnicy.
P.S. Jako przyczynek do rozważań, czy lepiej razem, czy osobno polecam mój tekst sprzed dwóch lat, traktujący o samodzielnych drobnych winiarzach.
Tagi: zielona góra, polskie winnice
skomentuj (3)
Po pięciu latach od debiutu Winnica Płochockich uruchomiła wreszcie swoją stronę internetową! Gorąco polecam.

Basia i Marcin Płochoccy na winnicy w Darominie, maj 2009
Tagi: winnica płochockich
skomentuj (0)
W zeszły poniedziałek znalazłem się w gruzińskiej stolicy z powodu odbywającego się tam 33. Światowego Kongresu Winorośli i Wina, organizowanego przez OIV (kongres odbywa się co roku w innym kraju należącym do tej organizacji). Nie ukrywam, że zaproszenie na rzeczony zjazd potraktowałem trochę jako pretekst do odwiedzenia kilku z góry upatrzonych miejsc w kolebce światowego winiarstwa – o czym pewnie wkrótce – ale i sam kongres wart byłby długiej podróży z przesiadkami. Jest to bowiem najważniejsza cykliczna impreza naukowa w naszej branży, na której często prezentuje się wyniki najnowszych badań nad winoroślą i winem.
Tak też było w tym roku w Tbilisi, gdzie zjechało ćwierć tysiąca gości z całego świata. Wygłoszono 76 referatów, zaprezentowano 114 posterów, a do tego w programie było kilka imprez towarzyszących i sesji wyjazdowych. Nie dało się tego wszystkiego ogarnąć, tym bardziej, że poszczególne sesje referatowe odbywały się symultanicznie w różnych salach, a że referaty były z reguły ciekawe, wybór doprawdy nie był łatwy. Za to do kongresowych materiałów dołączono pełne wersje wszystkich referatów i prac prezentowanych w formie posterów – razem jakieś 1000 stron tekstu, na szczęście w wersji elektronicznej – a jako bonus dostaliśmy specjalnie wydaną książeczkę o badaniach paleobotanicznych dotyczących początków uprawy winorośli. Lektury wystarczy na kilka tygodni!

Kongres odbywał się w reprezentacyjnym gmachu teatru im. Rustawelego w samym centrum Tbilisi

Gości przywitał prezydent Micheil Saakaszwili

Do najciekawszych należały wystąpienia gospodarzy – światowej sławy archeolog Dawid Lortkipanidze opowiada o najnowszych odkryciach dotyczących początków kultury wina na Zakaukaziu

Wizyta w Gruzińskim Muzeum Narodowym, gdzie znajduje się największa na świecie kolekcja zabytków związanych z początkami winiarstwa – na pierwszym planie amfora z VI tysiąclecia p.n.e. ozdobiona motywem winnych gron

Widoczne powyżej maleńkie fragmenty ceramiki znalezione niedawno w miejscowości Szulaweri, około 30 km na południe od Tbilisi, pokryte są osadem „kamienia winnego” sprzed prawie ośmiu tysięcy lat (dokładne datowanie 5815 +/-42 p.n.e.) Są to najstarsze znane, jak dotąd ślady wyrobu wina na świecie. Kiedy nieśmiało zapytałem Gruzinów o możliwość sfotografowania tych unikalnych artefaktów, zaraz przyniesiono mi je w plastikowym woreczku z prośbą, żebym nie zgubił i nie dawał do ręki osobom postronnym. Uwielbiam ten kraj!

Wyjazd studyjny do Kachetii – degustacja tradycyjnych win produkowanych w piwnicach XI-wiecznego klasztoru Alawerdi

...i położona parę kilometrów dalej ultranowoczesna winiarnia Badagoni

Tsinandali – pożegnalna kolacja w XIX-wiecznych piwnicach zbudowanych przez Aleksandra Czawczawadze, wybitnego gruzińskiego poetę i pioniera nowoczesnego winiarstwa w tej części świata
Tagi: gruzja, tbilisi, kongres oiv
skomentuj (0)
Winnica Uniwersytetu
Jagiellońskiego w Łazach koło Bochni ma wyraźnie dobra passę. Przed niecałymi
dwoma tygodniami tamtejszy Regent 2009 zdobył medal na konkursie Vinoforum (tu już o tym pisałem), a przedwczoraj
Hibernal 2008 został okrzyknięty czempionem w kategorii win białych wytrawnych na
jedynym międzynarodowym konkursie win uniwersyteckich, jaki co roku odbywa się
w słoweńskim Mariborze. Wiele europejskich uniwersytetów posiada własne winnice
i często są to donacje sprzed wielu wieków. Winnica UJ powstała w 2005 roku i
szybko dołączyła do polskiej (i jak widać – nie tylko) czołówki. Niewielki, acz ciekawy konkurs
w Mariborze odbywa się już od siedmiu lat, a w tym roku swoje wina
zaprezentowało na nim 20 uniwersyteckich winnic z 11 krajów.
Winnica UJ w Łazach
Winiarnia w Łazach należy do najlepiej wyposażonych w Polsce – hala przerobu winogron
Adam Kiszka – kierownik uniwersyteckiej winnicy i główny sprawca jej sukcesów – dogląda win dojrzewających w nowoczesnej piwnicy
Tagi: konkursy, polskie wino, winnica uj
skomentuj (0)