KACHETIA – KOLEBKA WSZELKIEGO WINA

Dodano 15 października 2009, w Bez kategorii, przez bosak

Dzięki zaproszeniu jednego z gruzińskich producentów wina,
wraz z Mariuszem Kapczyńskim z Vinisfery właśnie próbujemy zmierzyć się z tą
najstarszą cywilizacją winiarską naszego globu. Wczoraj nad ranem wylądowaliśmy
w Tbilisi i od razu zostaliśmy wrzuceni na głęboką wodę – całodzienny wyjazd do
Kachetii. Oto raptularz z tamtego dnia:

9.30 – wyjeżdżamy z Tbilisi. Okolo 11.30,  już w Kachetii pytamy o drogę na stacji
benzynowej i z trudem wymawiamy się od pierwszej degustacji (tu każdy ma na
podorędziu jakieś wino).

Po półgodzinie docieramy do słynnej wioski Tsinandali, wyróżnionej
własną apelacją, tu odwiedzamy jednego z drobnych winiarzy.

Na podwórku znajdujemy – bagatela – 150-letnią winorośl.

Wino wyrabia się tu w zakopanych w ziemi glinianych dzbanach
kwewri, metodą która pewnie niewiele się zmieniła od czasu wyprawy argonautów.

Chleb piecze się równie archaicznym sposobem, w tradycyjnym
piecu tone.

Alembik do destylacji czaczy – niestety, aparaturze tej
trudno jest dorobić starożytnych
antenatów,  gdyż ten sposób destylacji jest znany dopiero
od XIII wieku n.e.

Mniej więcej godzinę po południu zasiadamy już przy suto zastawionym
stole. Kwiecistym toastom nie ma końca, szklanki trzeba wychylać do dna (tu
kieliszki służą jeno do wody), a najmniejsze napomknięcie o czymś do wypluwania
skończyłoby się pewnie pierwszą wojną polsko-gruzińską. Od przedwczesnego zgonu
ratują nas tylko wysokokaloryczne mięsiwa i sery, pełne witamin i smaku warzywa
z biodynamicznej uprawy oraz całe litry tutejszych znakomitych wód mineralnych
nabeghlavi i borjomi. 

(Ciąg dalszy wkrótce, jutro skoro świt jedziemy do kolejnego ważnego gruzińskiego regionu winiarskiego – Raczy )

Otagowane:  

DYSKRETNY UROK MADERYZACJI

Dodano 13 października 2009, w Bez kategorii, przez bosak




W zeszłą środę, w pochmurno-deszczowej Warszawie zdarzyła się okazja
spróbowania kilkudziesięciu mader, a to dzięki degustacji
zorganizowanej przez Instituto do Vinho, do Bordado e do Artesanato da Madeira i agencję ICEP (Agência para o Investimento e Comércio Externo de Portugal).



Te unikalne w swym charakterze wina są w Polsce wciąż jeszcze rzadkim ptakiem, więc dla amatorów mocnych winiarskich wrażeń była to ekstraordynaryjna gratka. 
O tej imprezie zdążyli już napisać Wojciech Bońkowski i Mariusz Kapczyński, więc tu tylko dodaję kilka portretów prezentowanych tam skarbów:



Vintage Terrantes 1976, Blandy’s Madeira ****/*

Czas czyni
cuda – rozwinięte, dojrzałe aromaty: bakalie, karmel, świeże mleko, piżmo, nuta
warzywna, kandyzowana skórka pomarańczowa, świeżo mielona kawa, usta
zadziwiająco świeże, eleganckie, są suszone owoce, czekolada, ale dla równowagi
też kwaśny czerwony grejpfrut i jarzębina (syrop sorbovit?) Popisowe wcielenie
tego najszlachetniejszego – ale też najrzadszego – maderskiego szczepu, za to
lubię terrantez!



20 Anos Malvasia Lote 7199, Vinhos Barbeito Madeira Lda. ****/*

Elegancki
zapach: morska woda, w tle morele, jabłka, suszone figi, kakao, w ustach wino świetne
zbalansowane, ze słodkim wypełnieniem (bakalie, czekolada, suszone morele,
jabłka), jednak z eteryczną nutą jodową (morski wiatr?), zrównoważone dobrą
kwasowością, w końcówce żywe, lekko słonawe.



Colheita Malmsey 1990, Blandy’s Madeira ****/*

Znów ładny przykład dojrzalej
(z umiarem) madery: są już nuty orzechowe, bakalie, koperek, czekolada, karmel,
mokry kamień, ale widać, że jeszcze tu się sporo podzieje, w ustach jest
wyraźnie słodko (bakalie, kawa, czekolada) ale też pikantna korzenność, kropla
morskiej wody i spora dawka grejpfrutowej kwasowości.


Boal 1977, H. M. Borghes Sucrs Lda. ****
W aromacie
jest mokre siano, piwnica, białe kwiaty, lekkie nuty warzywne, wszystko
stonowane, dojrzałe, dość eleganckie, w ustach złożone: pieczone jabłka, zioła,
tytoń fajkowy, odrobina curry, ciągle świeże, żywe, z dobrze wyważoną
kwasowością, długa grejpfrutowa końcówka – i znów kropla sorbovitu.



Frasqueira Verdelho 1981, Vinhos Barbeito Madeira Lda. ****

Kolor mocnej
herbaty, w nosie dość delikatne, słodkie przyprawy, bakalie, kawa, orzechy
włoskie, w ustach umiarkowana słodycz, cytrusowa świeżość (mandarynka, grejpfrut),
elegancja, gruszki, suszona morela, aromatyczna, długa końcówka. Piękna
starość.



Colheita Malvasia 1998, H. M. Borghes Sucrs Lda. ****

Wino jak na
swój wiek bardzo ciemne, herbaciano-karmelowe w barwie, także w aromatach dość
rozwinięte, przypalone (pieczone jabłka, powidła), ale są też subtelniejsze
tony leśnej ściółki, domowe tiramisu, w ustach słodkie: bakalie, nuty śliwkowe
(zarówno powidła, jak i kwaśne mirabelki), ziołowe, apteczne, przypalone (kawa,
słonecznik), cytrusowa kwasowość, ładnie zrównoważone, długie.

Oceny win:
***** – wybitne, wielkie, niezapomniane
**** – bardzo dobre, znakomite
*** – zdecydowanie dobre, interesujące, godne uwagi
** – poprawne, przyzwoite, dobre na co dzień
* – słabe, nie polecam
/* – oznacza pół punktu (np. ***/* – to wino więcej, niż tylko dobre)

Otagowane:  

POLSKIE WINA W MAKRO

Dodano 6 października 2009, w Bez kategorii, przez bosak



(fot. W. Bosak 2009)

Dwa wina z Winnicy ZbrodziceHerbowe Solaris 2008 i Herbowe Regent 2008 – pojawiły się w ofercie sieci Makro (cena 31,71 zł brutto). Czy to najlepsza strategia dla polskiego wina? Nie mam zdania. Niemniej gratuluję i życzę sukcesów.


Winnica Zbrodzice k. Buska-Zdroju (fot. W. Bosak, maj 2009)


Winnica Zbrodzice  – nowy budynek winiarni (fot. W. Bosak, maj 2009)


Winnica Zbrodzice  – sala degustacyjna (fot. W. Bosak, maj 2009)


Winnica Zbrodzice  – piwnica (fot. W. Bosak, maj 2009)

Otagowane:  

MOŁDAWIA – WINA GARAŻOWE

Dodano 5 października 2009, w Bez kategorii, przez bosak

Nie dajmy się zwieść tytułowi, wspomniane zjawisko w mołdawskim winiarstwie prawie nie występuje, ale owo „prawie” wygląda na tyle obiecująco, że chyba warto o tym napisać. Jak dotąd, doliczyłem się w Mołdawii zaledwie trzech, powiedzmy, „drobnych” komercyjnych producentów, przy czym tylko jeden z nich robi wino rzeczywiście na niewielką skalę, w partiach po parę tysięcy butelek. Dwaj pozostali w Niemczech, czy w Austrii zaliczaliby się pewnie do dwudziestki największych właścicieli winnic, ale w Mołdawii i tak uchodzą za drobnicę.

Tym jedynym prawdziwym (według naszych wyobrażeń) garażystą jest Constantin Stratan, na co dzień enolog w sporej – 3 miliony butelek rocznie – winiarni Dionysos-Mereni. Odpowiada tam za wyższąetykietę Carlevana – to jedne z lepszych mołdawskich win produkowanych na tak dużą skalę (wśród nich jest także jedyne, jakie znam zrobione z czystej rară neagră, wkrótce opowiem nieco więcej o tej sławnej niegdyś odmianie). Już po tej – jakby nie było – masówce widać, że winiarz ten ma dobrą rękę, zwłaszcza do win czerwonych i sporą erudycję winiarską, wyniesioną z praktyk we Francji, Nowej Zelandii i Kalifornii (m.in. w Kendall-Jackson).


Constantin Stratan (fot. Dionysos-Mereni)

Od kilku lat Stratan realizuje także swój zupełnie prywatny projekt winiarski pod nazwą Equinox, oparty na kilku zaledwie hektarach własnych winnic. Efektem tego są wina wycyzelowane, eleganckie, prawdziwie jubilerskie, na pewno najlepsze z tego, co dotąd spróbowałem z Mołdawii, a być może z tej części Europy (z Bułgarią, Rumunią i Krymem włącznie). Trzy wina Equinox, które mieliśmy okazję degustować pod sam koniec wrześniowej wizyty w Mołdawii całkiem wywróciły, mówiąc bez większej przesady, nasze dotychczasowe wyobrażenia o potencjalnych możliwościach tamtejszego winiarstwa:

Syrah 2007 (***/*)
Intensywne śliwkowo-korzenne i leśne aromaty z delikatnie zaznaczoną
waniliowo-budyniową beczką, w ustach prawie zwiewne (zaledwie 12%
alk.), choć bardzo owocowe, z lekką nutą pieprzną i mineralną, długie,
jedwabiście gładkie. Wino niezwykle smaczne (chciałoby się pić do dna),
zrobione z dużą wyczuciem, w niemal północnorodańskim stylu.




Cabernet Sauvignon 2006 (****)

Bogaty, podręcznikowy wręcz aromat dobrego „caba” z Napy: intensywna, dojrzała porzeczka, suszone wiśnie, dojrzała czerwona papryka, tymianek, czekolada, w ustach jest jeszcze lepiej – kipiący wręcz owoc, tytoń, eteryczne zioła (rozmaryn), gładko ułożone taniny, długość, koncentracja, ale też pewna lekkość (13,5% alk.) i elegancja. Dotrzymałoby placu niejednemu icon wine za 70$.




Chardonnay 2007 (***)

W tym winie trochę przeszkadza zbyt wyraźna waniliowa beczka, ale całość jest dość ładnie skrojona, wyciszona, elegancka, oparta na delikatnym owocu (jabłko, gruszka), mineralności i lekkiej budowie (12% alk.) W porównaniu z poprzednimi jest to wino ciągle jeszcze w fazie eksperymentu, ale całość idzie w interesującą stronę.

Podczas tej samej pożegnalnej degustacji spróbowaliśmy także jedno wino od innego mołdawskiego (prawie) garażowca – Alexandru Luchianov uprawia 40 hektarów winnic w rejonie Purcari, z których powstaje co roku 200–300 tysięcy butelek sprzedawanych pod etykietą Etcetera:

Merlot 2005 (***/*)  
W aromacie intensywny leśny owoc (ostrężyny, maliny) i ziołowa pikanteria (tymianek, rozmaryn), w ustach świetnie skomponowane, cieliste wino, z dobrym owocem, ładnie ułożonymi garbnikami i długą mineralno-korzenną końcówką. Spora klasa.

Trzecim „drobnym” winiarzem jest Georghe Arpentin, którego win nie dane mi było dotąd spróbować. Arpentin spędził sporo czasu we Francji, zrobił doktorat na wydziale winiarskim w Montpellier i przez parę lat zajmował się badaniami naukowymi w INRA . Po powrocie do Mołdawii otworzył pierwsze w tej części świata prywatne laboratorium enologiczne i rozpoczął praktykę konsultanta. Od kilku lat robi też własne wina z 50 hektarów winnic na południu Mołdawii, a także w Vadul-Raşcov na północy, gdzie ponownie obsadził  winoroślą zapomniane, kamieniste terroir na brzegach Dniestru dokładnie naprzeciwko „sienkiewiczowskiego” Raszkowa – skąd sto lat temu pochodziły najlepsze białe wina ówczesnej Besarabii.

Wina mołdawskich garażystów sprzedają się jak ciepłe bułeczki – w kraju i za granicą – za cenę, o jakiej większość dużych producentów nawet sobie nie pomarzy. Dlaczego więc zjawisko to praktycznie się tam nie rozwija, bo przecież wspomniana trójka winiarzy, to mniej, niż błąd statystyczny? Podczas poprzedniego pobytu w Mołdawii próbowałem o to dopytać, ale nie usłyszałem jasnych odpowiedzi (już zacząłem budować sobie własne, misterne teorie tłumaczące ten fenomen). Dopiero Georghe Arpentin, którego przypadkowo spotkałem na jakimś proszonym obiedzie (niestety, nie przyniósł ze sobą żadnej swojej butelki) bardzo prosto rzecz mi wyjaśnił.

Otóż głównej przeszkody nie stanowią, jak sobie roiłem, jakieś bariery mentalnościowe, albo brak kapitału lub know-how, lecz niezwykle skomplikowane przepisy i procedury, nieraz trudne do spełnienia nawet dla dużych producentów, a cóż dopiero dla małych winiarzy (skąd my to znamy?). Już parę takich garażowych przedsięwzięć, podejmowanych zarówno przez miejscowych, jak i zagranicznych inwestorów upadło z powodu upierdliwej nadgorliwości i niechęci urzędników  (też skądś znajome) , za czym często kryła się intencja zwykłej korupcji. Arpentin opowiadał także o własnych perypetiach związanych z rozpoczęciem produkcji wina i stwierdził, że bez mocnych koneksji w branży (jest prezesem Unii Mołdawskich Enologów i wykładowcą w kiszyniowskim instytucie winiarskim) nigdy nie załatwiłby tych wszystkich formalności. – Ktoś przypadkowy nie wejdzie w ten biznes – podsumował.

Relacja z wrześniowej wyprawy do Mołdawii także na blogu Ewy Wieleżyńskiej.

Oceny win:
***** – wybitne, wielkie, niezapomniane
**** – bardzo dobre, znakomite
*** – zdecydowanie dobre, interesujące, godne uwagi
** – poprawne, przyzwoite, dobre na co dzień
* – słabe, nie polecam
/* – oznacza pół punktu (np. ***/* – to wino więcej, niż tylko dobre)

Otagowane:  

  • RSS