RADOŚĆ Z ZAPOMIENIA

Dodano 26 lutego 2010, w Bez kategorii, przez bosak

Z okazji prawie okrągłych urodzin otworzyłem dziś Cabernet sauvignon 2002 od Vladimíra Valenty ze słowackich Małych Karpat. Był to wybór dość przypadkowy. Butelka ta zaplątała się w kartonie win porzeczkowych (sic!), które w zeszłym roku dostałem od inż. Valenty jako ciekawostkę do spróbowania i odtąd leżała sobie gdzieś w kącie zapomniana. A nawiasem mówiąc, przywieziona w rzeczonym pudle Černá hviezda barrique 1996 z czarnych porzeczek była prawdopodobnie najlepszym winem owocowym, jakie w życiu piłem (choć nie jestem tu ekspertem). Schodząc do piwnicy nie planowałem, aby ten dzień uczcić akurat słowackim cabernetem, ale pomyślałem sobie – czemu nie, w końcu towarzystwo mam dziś tolerancyjne.


A tymczasem wino okazało się bardzo dobre i żeby się nim nacieszyć wcale nie musieliśmy sobie dorabiać żadnej etnograficznej legendy, czego zwykle wymagają starsze butelki z takich regionów. Było to wino wciąż świeże, kamienne jak katedra, zdecydowanie eleganckie, intensywne i wcale bogate w aromacie. Czuło się w nim żwawy porzeczkowo-wiśniowy owoc, jagnię z grila, rozmaryn, odrobinę gorzkich migdałów, ładnie dojrzałe  grafitowe taniny i ani śladu koperkowej zieleniny, tak charakterystycznej dla cabermetów z tych okolic. A więc kulturalnie zrobione i cholernie smaczne wino, już ładnie dojrzałe, choć mogłoby sobie jeszcze poleżeć kilka lat. W sam raz na taką okazję.

Jest to nauczka, żeby nikogo z góry nie lekceważyć, nawet producentów słowackiego caberneta. Zwykle zastanawiamy się, po jakiego czorta oni coś takiego robią, ale może jednak jest to przewidziane w jakimś boskim planie?

 

STARY BRETOŃCZYK MERLOT

Dodano 16 lutego 2010, w Bez kategorii, przez bosak

Przy okazji pisania artykułu o cabernet sauvignon, który niebawem ukaże się w Czasie Wina zrobiłem ostatnio mały przegląd bieżącej literatury na temat genezy odmian bordoskich. A nawiasem mówiąc, to rzadko zdajemy sobie sprawę z przełomu, jaki w ciągu ostatnich kilkunastu lat dokonał się w ampelografii za sprawą badań genetycznych. Wcześniejsze dywagacje na temat pochodzenia szczepów winorośli mają się mniej więcej tak do ostatnich odkryć w tej dziedzinie, jak opowieści o smokach i gryfach do współczesnej taksonomii zwierząt. Polecam na ten temat świetny tekst Darii Słowik, winiarki z Małopolskiego Przełomu Wisły (Winnica Słowicza).

Natknąłem się między innymi na ciekawy artykuł o niełatwych poszukiwaniach odmian rodzicielskich merlota, opublikowany już przed rokiem w Australian Journal of Grape and Wine Research, na który wcześniej jakoś nie zwróciłem uwagi. W przypadku takich zagadek samo określenie profilu DNA danego szczepu nie przynosi jeszcze rozwiązania, póki nie porówna się takiego „odcisku palca” z profilami potencjalnych rodziców i krewnych. I tu zaczyna się problem, gdyż wiele rzadszych i mniej istotnych odmian wciąż nie było poddanych takim badaniom i ich profilu genetycznego nie ma w żadnej bazie danych. Może się też zdarzyć, że badana winorośl pochodzi od wymarłych już przodków (a przecież setki, jeśli nie tysiące europejskich odmian wyginęło po inwazji filoksery) i wtedy taki genetyczny ślad urywa się bezpowrotnie.

Śledztwa w sprawie merlota podjął się francusko-amerykański zespół badaczy, którym kierowali Jean-Michel Boursiquot z Narodowego Instytutu Badań Rolniczych (INRA) w Montpellier i Carole Meredith z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis. Dzięki wcześniejszym badaniom było już wiadomo, że odmianą ojcowską tego szczepu jest cabermet franc (od którego pochodzi też cabernet sauvignon). Takie prominentne odmiany cieszą się zrozumiałym zainteresowaniem naukowców, choćby dlatego, że badania nad nimi chętnie finansuje przemysł winiarski, więc ich profile DNA zostały zmapowane w pierwszej kolejności i są od dawna dostępne w bazach danych. Długo natomiast nie udawało się ustalić odmiany macierzyńskiej merlota, gdyż nie była to żadna ze słynnych winorośli.

Tym razem jednak badacze podeszli do sprawy poważnie i poddali analizie aż 2305 selekcji V. vinifera (sic!), których germplasm jest przechowywany w zasobach genetycznych INRA. I co się okazało? Otóż drugi, po cabernet sauvignon najbardziej rozpowszechniony na świecie szczep do produkcji win czerwonych nie pochodzi nawet od jakiegoś popychadła służącego do wyrobu sikaczy, ale od odmiany wręcz altankowej, znalezionej gdzieś pod płotem w deszczowej Bretanii (tak, paręset lat temu i tam były winnice). Czy ktoś z Państwa słyszał o magdeleine noire des charentes? Więc zanotujcie ją sobie koniecznie, bo wygląda na to, że winorośl ta odegrała wcale istotną rolę w dziejach winiarstwa. Poza merlotem, pochodzi od niej także malbec (ze skrzyżowania z akwitańską odmianą prunelard) oraz dwie inne mniej znane odmiany z zachodniej Francji: guignard de saintours (magdeleine noire des charentes x gouais) i mourtès (magdeleine noire des charentes x penouille).

Przy okazji tych badań rozwiano także parę innych ampelograficznych wątpliwości. Cabernet franc, który uchodzi za „praodmianę” wywodzącą się bezpośrednio z dzikiej winorośli V. sylvestris odnalazł swoich dwóch bliskich  kuzynów w osobach starożytnych baskijskich szczepów morenoa i txakoli. Natomiast odmiana merlot blanc, uważana dotąd za jasną mutację „zwykłego” merlota (tak jak pinot blanc jest mutacją pinot noir) okazała się jego krzyżówką z folle blanche. Aha, byłbym zapomniał – doszukano się także bezpośrednich przodków carménère. Okazuje się, że jest to krzyżówka szczepu gros cabernet i cabernet franc. Gros cabernet, to rzadko spotykana, stara odmiana akwitańska (uprawiana również w Australii), nie mająca wiele wspólnego z cabernet sauvignon i cabernet franc.

Otagowane:  

SPEŁNIONY SEN O POLSKIM TRAMINERZE

Dodano 14 lutego 2010, w Bez kategorii, przez bosak

W czwartek, razem z Elą i Adamem Kiszkami z uniwersyteckiej Winnicy nad Dworskim Potokiem w Łazach wybraliśmy się do Winnic Jaworek w Miękini, żeby pogadać o inspekcjach, normach i akcyzach, a jeśliby czas pozwolił – to także o winie (przyziemne zrobiły się rozmowy naszych winiarzy, odkąd zaczęli oni na serio wino produkować).


Spacer po zimowej winnicy

Na szczęście czasu starczyło nam także na degustację całego tuzina miękińskich win, a więc były też estetyczne uniesienia. Tym bardziej, że Lech Jaworek ugościł nas w położonym parę kilometrów od winnicy uroczym, gotycko-renesansowym zamku w Wojnowicach, utrzymywanym pieczołowicie przez wrocławski oddział Stowarzyszenia Historyków Sztuki, gdyż sala degustacyjna w Miekini wciąż jest w budowie.


Wizyta w Winiarni

Podczas tej degustacji, poza całym rzędem butelek z lat 2005–08 pokazano nam także trzy próbki z ostatniego rocznika. To wina jeszcze niegotowe, które wciąż leżakują w kadzi lub beczce i będą zabutelkowane dopiero za parę miesięcy, ale już w tym stanie są to najlepsze wina z Winnic Jaworek, jakie dotąd dane mi było spróbować. Wprawdzie w listopadzie odszedł z Miękini enolog Piotr Stopczyński (teraz piwnicą zarządza samodzielnie Sabina Połońska), ale wina z bieżącego rocznika dalej powstają przy jego konsultacji i tą ciągłość widać w kieliszku. W 2009 winogrona znacznie lepiej dojrzały, niż rok wcześniej, a Stopczyński nabrał większego doświadczenia w niełatwej materii polskiego wina i w efekcie wina te sprawiają wrażenie jeszcze lepiej zdefiniowanych i bardziej konsekwentnych w wykonaniu, niż chwalony przez krytyków rocznik 2008.


Zamek w Wojnowicach

Riesling 2009
(alkohol 11%, kwasowość 7,5 g/l, cukier resztkowy 7,5 g/l)
Jest to riesling w stylu zdecydowanie mozelskim, oparty na świetnej równowadze ledwo wyczuwalnej słodyczy i wyrazistej, acz nie nadmiernej kwasowości (ale w zasadzie jest to wino wytrawne), ze stosunkowo niskim alkoholem. Ma ładnie dojrzały owoc (jabłka, brzoskwinie), mocny mineralny kręgosłup i niezłą długość. Jest to wino wciąż jeszcze bardzo młode, z lekko wyczuwalnymi drożdżowymi posmakami, ale już nabiera złożoności i aromatów świeżego siana, rumianku, kwiatu lipy i skórki cytrynowej. Całość jest kryształowo czysta i finezyjna. Duże brawa za trafioną koncepcję i wykonanie.


Degustacja w zamkowych murach

Traminer 2009
(alkohol 11%, kwasowość 6,5 g/l, cukier resztkowy 18 g/l)
Wino będzie potrzebowało pewnie więcej czasu, aby się ułożyć, niż opisany wyżej riesling, w nosie jest wciąż zamknięte, z delikatnie przebijającą się nutką melona i białych kwiatów, ale w ustach już wiele się dzieje. Estetyka tego traminera jest krańcowo różna od potężnych alzackich „gewürzów” z ich piętnastoma procentami. Jest to bowiem wino lekkie i zwiewne niczym dobre mozelskie spätlese, mineralne, z ładną równowagą delikatnej słodyczy i kwasowości i całą feerią wyrazistych odmianowych smaków. Znajdziemy tam więc dojrzałe jabłka (szara reneta), morele, świeżo przekrojonego ananasa, goździki, gałkę muszkatołową, płatki róży jaśmin i biały pierz w końcówce. To połączenie eterycznej struktury i bogactwa aromatów dało iście rokokowe cacko, skrzące się delikatnymi złoceniami i kruche jak porcelana. Jest to wino dobrze przemyślane i precyzyjnie zrobione, z łatwo rozpoznawalnym piętnem odmiany, ale też na wskroś oryginalne, pod wieloma względami niepodobne do innych znanych mi traminerów. Znów jestem pod dużym wrażeniem, tym bardziej że udało się tego wina zrobić całkiem sporą, jak na polskie warunki partię – ponad tysiąc litrów.

Przyznam, że od dawna już czekałem na poważnego traminera z polskiej winnicy. Nie dlatego, że jestem jakimś szczególnym fanem tej odmiany – w kieliszku wyżej cenię sobie na przykład dobrego rieslinga albo furminta – ale ze względu na jej staropolskie konteksty. Jest to bowiem najstarszy ze znanych szczepów uprawianych na naszych ziemiach i jeszcze po ostatniej wojnie dominował on w winnicach Warki i Zielonej Góry. Był też traminer przez całe wieki  najważniejszą odmianą jakościową w winnicach środkowej Europy i dopiero w XVIII–XIX stuleciu został zdetronizowany przez rieslinga. Cóż więc lepiej mogłoby się nadawać na ikonę polskiego winiarstwa?


Winnice w zimowej szacie

Pinot Noir 2009
(alkohol 12,5%)
Kroi się tu kolejne świetne wino, choć jest to dopiero próbka pobrana po paru miesiącach dojrzewania w beczce, więc do końcowego efektu jeszcze daleko. W nosie czuć wyrazisty, bogaty i bardzo „pinotowy” w charakterze aromat z nutami świeżo mielonej kawy, ściółki leśnej, wanilii, czereśni i świeżych poziomek. W swojej materii jest to wino zgrabnie zbudowane z ładnie ułożonymi garbnikami, czystym owocem (czereśnie, truskawki, poziomki), sporą dawką korzennych aromatów i dość długą, pikantną końcówką. Ogólnie zapowiada się tu pinot noir lepiej ogładzony, bardziej elegancki, niż dotychczasowe takie wina z Miękini. Być może dlatego, że w tym roku po raz pierwszy użyto do tego wina w stu procentach nowych beczek  francuskich.

Otagowane:  

  • RSS