PO BEZDROŻACH

Dodano 27 października 2010, w Bez kategorii, przez bosak

W listopadzie ukaże się nowa powieść kalifornijskiego pisarza Rexa Picketta, którego poprzednia książka Sideways była podstawą obsypanego nagrodami filmu z 2004 roku. Przypomnijmy, że ta kameralna opowiastka nie tylko stała się wielkim sukcesem kasowym i zyskała sobie status filmu kultowego wśród winomanów na całym świecie, ale też odcisnęła swoje piętno na współczesnym winiarstwie i enoturystyce (tzw. „sideways effect” stał się już nawet przedmiotem poważnych prac naukowych).



Nowa książka Picketta pod tytułem Vertical opowiada o dalszych przygodach głównych bohaterów tamtej opowieści i również rozgrywa się w winiarskich plenerach – tym razem najważniejszym miejscem akcji jest Willamette Valley w Oregonie (w ostatnim wywiadzie autor uchyla rąbka fabuły). Idąc za ciosem, twórcy filmowych „Bezdroży” już myślą o sequelu, a winiarze rozglądają
się, gdzie by tu jeszcze dosadzić parę rządków pinot noir.



Bohaterowie
„Bezdroży” – wciąż jeszcze w Santa Barbara

Otagowane:  

PO KONWENCIE

Dodano 27 września 2010, w Bez kategorii, przez bosak


Wczoraj zakończył się w Krakowie V Konwent Polskich Winiarzy. W tym roku swój udział zgłosiło 56 winnic o łącznym areale 89,4 ha, z których 32 pokazały swoje wina. W sumie zaprezentowano 84 wina, w tym 42 białe, 34 czerwone, 5 likierowych, 2 musujące i 1 musujące gazowane (z dodanym CO2). Pełniejsze podsumowanie tej imprezy odkładam sobie na później, gdyż parę kwestii wymaga głebszego przemyślenia, a na razie ograniczę się do kilku luźnych refleksji.

Po dość głośnej krytyce zeszłorocznego IV Konwentu (pisał o tym na swoim blogu Wojciech Bońkowski, patrz też komentarze pod tamtym tekstem) postanowiliśmy spróbować całkowicie nowej formuły. Nie było więc, jak w zeszłych latach ogólnej, krytycznej degustacji komentowanej przez wspólny panel Magazynu Wino i Polskiego Instytutu Winorośli i Wina, a winnice prezentowały swoje wina na stolikach, w konwencji przypominającej nieco targi winiarskie. Uczestnicy i goście Konwentu mogli swobodnie krążyć miedzy stolikami, degustować wystawione wina i rozmawiać z ich producentami. Zadaniem komisji degustacyjnej było tylko wskazanie i krótkie omówienie kilkunastu wyróżniających się win.

Większości obecnych taka formuła podobała się, choć niektórzy twierdzili, że pozbawia to Konwent jego funkcji edukacyjnej. Na pewno trzeba te głosy wziąć pod uwagę, choć wydaje się, że nasi winiarze mogli tu znacznie więcej skorzystać ze wzajemnej wymiany doświadczeń – nawet w formie luźnej rozmowy – niż z wygłaszanych z katedry wykładów i komentarzy. Bowiem tegoroczny Konwent mało już przypominał zebranie winiarzy-amatorów, jakim ta impreza była jeszcze parę lat temu.

Właściwie wszyscy podkreślali wyraźny wzrost jakości zaprezentowanych w tym roku win, choćby w porównaniu z poprzednim IV Konwentem. Na pewno przysłużył się temu dobry rocznik 2009, ale też w swojej masie były to wina po prostu lepiej zrobione. Być może wynika to z tego, że w tym roku dość licznie zaprezentowały się większe, profesjonalne winnice, które już rozpoczęły oficjalną sprzedaż wina, albo zamierzają to zrobić w najbliższym czasie. Średnia statystyczna powierzchnia winnicy uczestniczącej w Konwencie wyniosła w tym roku ponad półtora hektara, a to już nie jest amatorska skala!



Tegoroczny Konwent odbywał się w gościnnych progach Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego

Nie znaczy to jednak, że dobrych win brakowało na stoiskach drobnych winiarzy, wręcz przeciwnie. Swego rodzaju historycznym wydarzeniem było pojawienie się (wreszcie) pierwszych win musujących produkowanych tradycyjną „metodą szampańską”, co zawdzięczamy dwóm naprawdę niewielkim producentom – małopolskiej Winnicy Smykań i podcieszyńskiej Winnicy Kępa Wiślicka (0,31 ha, Bożena i Jacek Chrobak). Ten debiut polskich bąbelków należy uznać za wielce udany, gdyż obydwa zaprezentowane wina mogłyby z powodzeniem stanąć w szranki z podstawowymi sektami od niezłych niemieckich producentów.

Są to wina stosunkowo proste, o szczupłej budowie, trzymane nad osadem zaledwie 3–4 miesiące, ale całkiem poprawnie zrobione, o czystych owocowych aromatach, dobrej pienistości i ładnie wyważonej kwasowości. Po prostu przyjemne i smaczne. Na pewno pomogłoby tu dłuższe leżakowanie nad osadem drożdżowym, przez co wina nabrałyby więcej ciała i złożoności, ale z drugiej strony rozumiem niecierpliwość eksperymentatorów, którzy chcieli zobaczyć efekty swoich doświadczeń. Zważywszy, że są to dopiero pierwsze próby z dość trudną technologią winiarską obydwu winnicom należą się brawa na stojąco.



Uczestnicy Konwentu zwiedzają winnicę UJ w Łazach

Wśród debiutantów, którzy po raz pierwszy zaprezentowali swoje wina na Konwencie należy wspomnieć zarówno spore, profesjonalne gospodarstwa winiarskie – jak dolnośląskie Winnice Jaworek, Winnica Poraj Paczków i Winnice Wzgórz Trzebnickich oraz podkarpacka Winnica Maria Anna – jak też zaledwie 30-arową podkrakowską Winnicę Nad Dobrą Wodą. Tą ostatnią wielu uznało za największe objawienie tegorocznego Konwentu.

Oto pełna lista win zaprezentowanych podczas V Konwentu Polskich Winiarzy:

Region zielonogórski

Winnica Dębogóra
Solaris 2009, nieszaptalizowane, 14% alk.
Rondo 2008, szaptalizowane, 13% alk.
Solaria 2009, wino musujące gazowane – z dodanym CO2, (100% Solaris), nieszaptalizowane, 13% alk.

Winnica Equus
Mont du Cantal 2009, (Pinot Gris 50%, Solaris 40%, Johanniter 10%) nieszaptalizowane, 12,5-13% alk.
Rondo 2008, 12,5 alk

Winnica Pałac Mierzęcin
Chardonnay 2009, nieszaptalizowane, 11% alk.
Regent 2009, nieszaptalizowane, 13% alk.

Winnica Cantina
Regent 2009, nieszaptalizowane, 12% alk.

Winnica Pod Lubuskim Słońcem
Cuvée białe 2009, (Hibernal 60%, Seyval Blanc 20% i Jutrzenka, Bianka, Muskat Odeski , Zenith), nieszaptalizowane
Cuvée czerwone 2009, (Rondo 50%, Regent 25%, Cabernet Cortis 25%), nieszaptalizowane

Region dolnośląski

Winnica Poraj-Paczków
Hople Cabernet 2009 (Cabernet Cortis 80%, Cabernet Sauvignon 20%), nieszaptalizowane, 11,5% alk.
Hople Regent/Rondo 2008 (Regent 50%, Rondo 50%), szaptalizowane, 11,8% alk.

Winnice Jaworek
Pinot Gris 2009, nieszaptalizowane, 13% alk.
Traminer 2009, nieszaptalizowane, 11,5% alk.
Riesling 2009, nieszaptalizowane, 11% alk.

Winnica Stary Wielisław
Aurora 2008, nieszatalizowane, 8,7% alk.
Dornfelder 2008, nieszaptalizowane, 8,55% alk

Winnice Wzgórz Trzebnickich
Gewurztraminer 2009, nieszaptalizowane, 11% alk.
Pinot Gris 2009, szaptalizowane, 11,5% alk.
Rondo 2009, szaptalizowane, 12,5% alk.
Regent 2009 12,5% alk.

Region sandomierski

Winnica Faliszowice
Cuvée F 2008, (Aurora 25%, Bianca 25%, Jutrzenka 25%, Muskat Odeski 25%), szaptalizowane, 10,5% alk.

Winnice Płochockich
Seyval Blanc 2009, nieszaptalizowane, 13,5% alk.
Sibemus 2009, (Sibera 70%, Muskat 20%, Seyval Blanc 10%), nieszaptalizowane, 11% alk.
Simi 2009, (Sibera 65%, Bianka 25%, Seyval Blanc 10%), nieszaptalizowne, 11% alk.   
Zweigelt 2009, nieszaptalizowane, 11,5% alk.

Winnica Zbrodzice Nobile Verbum
Herbowe Solaris 2009, nieszaptalizowane, 12,7% alk.
Regent 2009 12% alk

Region śląski

Winnica Kępa Wiślicka
Hibernal 2009, nieszaptalizowane, 10,5% alk.
Sibera 2009, nieszaptalizowane, 10% alk.
Muskat Odeski 2009, nieszaptalizowane, 11% alk.
Wino musujące 2008, (Sibera 80%, Muskat Odeski 20%), szaptalizowane, 12% alk.

Winnica Laguna
Regent-Rondo 2009, (Regent 70%, Rondo 30%), nieszaptalizowane, 12% alk.

Region małopolski

Winnica Krokoszówka-Górska
Aurora 2009, nieszaptalizowane, 12% alk.
Czerwone 2009, (Marechal Foch, Leon Millot, Cascade), nieszaptalizowane, 12,5%
alk.

Winnica nad Dobrą Wodą
Seyval 2009, szaptalizowane, 10.5% alk.
Rondo 2009

Winnica Comte
Devin 2008, szaptalizowane, 11,2 % alk.
Dornfelder 2008, szaptalizowane, 12,5% alk.

Winnica Pod Bocianim Gniazdem
Aurora 2009
Rondo 2009
Heridan 2008

Winnica Zielona
Seyval Blanc 2007, nieszaptalizowane, 11% alk.
Hibernal 2006, szaptalizowane, 11% alk.
Leon Millot 2007, szaptalizowane, 12% alk.
Rondo 2006, szaptalizowane, 13% alk.

Winnica Smykań
Musujące białe wytrawne 2009 (Seyval bl. + Bianca)
Rondo 2009

Winnica Zadora
Cuvée 2009, (Solaris 50%, Phoenix 50%), nieszaptalizowane, 11,5% alk
Rondo 2009, szaptalizowane, 12% alk.
Regent 2008 12% alk

Winnica Koniusza
Seyval Blanc półsłodkie 2009
Regent  2009
Cuvée czerwone 2008

Winnica Nad Dworskim Potokiem
Muscat 2009, nieszaptalizowane, 12,5% alk.
Aurora 2009, nieszaptalizowane, 12,5% alk.
Bianca 2009, nieszaptalizowane, 12 % alk.
Hibernal 2009, nieszaptalizowane, 12,5% alk.
Rondo 2009, nieszaptalizowane, 12,3% alk.

Region podkarpacki

Winnica Vanellus
Blanc d’Ete 2009
Rouge d’automne 2010, (Rondo 50%, Regent 50%), nieszaptalizowane, 11% alk.

Winnica Łany
Łany białe 2009, (Jutrzenka 80%, Phoenix 20%), szaptalizowane, 13% alk.
Łany czerwone 2009 (Marechal Foch 50%, Regent 50%), szaptalizowane, 14% alk.

Winnica Maria Anna
Chardonnay 2009, nieszaptalizowane, 11,4% alk.
Bianca 2009, nieszaptalizowane, 11,2% alk.
Pinot Noir 2009, nieszaptalizowane, 11,4% alk.
Acolon 2008

Winnica Spotkaniówka
Bianca 2009, nieszaptalizowane, 11,8% alk.
Hibernal 2009, szaptalizowane, 12% alk.
Rondo 2009, nieszaptalizowane, 12% alk.

Winnica Mieszko:
Hibernal 2009, nieszaptalizowane, 10,5% alk.
Regent 2008, nieszaptalizowane, 12% alk.

Winnica Golesz
Seyval Blanc 2009, nieszaptalizowane, 10,5% alk.
Regent 2009, nieszaptalizowane, 12,5% alk.
Jutrzenka (białe likierowe) 2009, 17 % alk.
Hibernal (likierowe białe) 2009, 17% alk.
Elmer (likierowe białe) 2008, 17% alk.
Cuvée Fronther (likierowe czerwone) 2009, (Frontenac 40%, Heridan 60%), 17% alk.

Winnica Steckich (d . Winnica Węgierka)
Placidus 2009 (Johanniter 100%), nieszaptalizowane, 11% alk.
Otinum 2009, (Sibera 60%, Phoenix 40%), szaptalizowane, 11% alk.

Winnica Jasiel
Muscat 2009
Cuvée białe 2009
Bianca 2008
Impresja 2009, białe likierowe

V KONWENT POLSKICH WINIARZY

Dodano 1 września 2010, w Bez kategorii, przez bosak

W imieniu Polskiego Instytutu Winorośli i Wina i redakcji „Magazynu Wino” serdecznie zapraszam wszystkich posiadaczy winnic i producentów polskiego wina na V Konwent Polskich Winiarzy, który odbędzie się w dniach 25-26 września 2010 r. w Krakowie, w Sali Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego, ul. Krupnicza 33. Tu więcej szczegółów.


ULTIMA THULE

Dodano 31 sierpnia 2010, w Bez kategorii, przez bosak

Pewnie nigdy nie wybrałbym się do Sabile, gdyby nie czescy przyjaciele, niestrudzeni łowcy winiarskich ciekawostek, którzy namówili mnie na wspólny „krátký weekendový výlet” w tamtą stronę. Zahaczając po drodze o mazurską winnicę Wiktora Bruszewskiego oraz dwie inne na Litwie, mniej więcej po 48 godzinach i 1500 kilometrach od wyjazdu z Krakowa docieramy do wspomnianego łotewskiego miasteczka, które słynie z najbardziej północnych plantacji winnej latorośli w tej części Europy.



Sabile znajduje się w północnej Kurlandii, w dolinie rzeki Abawy, w malowniczej, pagórkowatej okolicy vulgo zwanej „łotewską Szwajcarią”. Ta ledwie pofalowana szwajcarskość jest adekwatna do paryskości paru znanych mi miast nazywanych „Paryżami wschodu”, ale miejscowe Winne Wzgórze (Vīnakalns) bynajmniej nie jest toponomastycznym żartem. To wysokie na ponad trzydzieści metrów, strome zbocze porasta bowiem całkiem spora i ładnie utrzymana tarasowa winnica. A jest to i tak zaledwie fragment rozległych winogradów, jakie istniały tam w przeszłości.

Tradycje uprawy winorośli w Sabile sięgają bowiem XIV–XVI wieku, kiedy tereny te przynależały do krzyżackiego zamku w sąsiedniej Kandawie. Później mieli tu swoje winnice władcy kurlandzcy. Wiadomo, że za panowania księcia Jakuba Kettlera (1642–82) plantacje te obsadzono sprowadzonymi z zagranicy sadzonkami winorośli. Upraw tych zaniechano jednak w XVIII wieku, po niezwykle niszczących dla Kurlandii wojnach. Dopiero w 1936 roku, z inicjatywy ówczesnego prezydenta Łotwy Kārlisa Ulmanisa została w tym miejscu ponownie zasadzona niewielka winnica.

Po ostatniej wojnie plantacja ta była administrowana przez ogrodniczą stację doświadczalną mieszczącą się w pobliskim Pūre, lecz z czasem była ona zaniedbana i w końcu zupełnie opuszczona. W 1989 roku grupa entuzjastów rozpoczęła rekonstrukcję winnicy w oparciu o nowe łotewskie selekcje winorośli – głównie krzyżówki z V. labrusca i V. amurensis – stosunkowo wcześnie dojrzewające i zdolne znosić mrozy nawet poniżej –30°C.



Dziś winnica zajmuje powierzchnię prawie półtora hektara. Podstawowym uprawianym szczepem jest autochtoniczna ciemna zilga, a towarzyszą jej jasne
odmiany łotewskie – meda, sukribe, supaga i veldze oraz rosyjska novgorodas jubilejas (jubilejnyj nowgoroda). Winogrona są przerabiane na wino, a gros produkcji konsumuje się podczas lokalnego święta wina, które odbywa się tam co roku w ostatni weekend lipca. Byliśmy w Sabile niedługo po tym terminie i po przetrząśnięciu całego miasteczka udało się nam kupić ledwie jedną butelkę!



Winnica jest bardzo ładnie prowadzona, zadbana i udostępniona dla zwiedzających (po wykupieniu symbolicznego biletu). Jak dowiedzieliśmy się, dochody z biletów i sprzedaży wina nie pokrywają jeszcze kosztów utrzymania i do całego interesu dokłada miejscowa gmina, która zatrudnia dwie osoby na co dzień opiekujące się tym miejscem. Niemniej jest to prawdziwy symbol miasteczka (które ma winne grono w herbie) i duża atrakcja przyciągająca turystów.



W Sabile chwalą się, że według księgi rekordów Guinnessa jest to najbardziej na północ wysunięta winnica na otwartym powietrzu. Nie jest to do końca prawda, gdyż co najmniej trzy komercyjne winnice znajdują się jeszcze bliżej bieguna: jest to szwedzka winnica Blaxta Vingård  (59°03′N) oraz norweskie Lerkekåsa (59°40′N) i Hallingstad (59°47′N). Natomiast Sabile
(57°03′N), to prawdopodobnie najbardziej północna z większych winnic po tej stronie Bałtyku.



Sabiles Vīns 2009, Sabiles Vīnakalns
Wino z polarnej odmiany zilga (krzyżówka V. vinifera, V. labrusca i V. amurensis). Kolor jasnoczerwony, na pograniczu wina różowego. Zapach czereśniowy, dość przyjemny, z lekką nutą labruski (świeże truskawki). W ustach kompot z czereśni, wyraźne tony makowe, orzechowe (makowiec z kruszonką), dobra kwasowość zgrabnie zrównoważona paroma gramami cukru resztkowego, dość długa czereśniowa końcówka z wyczuwalną nutą alkoholu. Wino oczywiście pokazuje wady swojego mieszańcowego pochodzenia (brak ciała, kompotowy charakter, nietypowe aromaty), ale jest dość kulturalnie zrobione i całkiem pijalne (mogłoby się nieźle zgodzić np. z litewskimi cepelinami). 

Otagowane:  

SZLAKIEM WIELKIEJ AMFORY

Dodano 17 lipca 2010, w Bez kategorii, przez bosak







Korzystając z wyjazdu na kongres OIV w Tbilisi
nie mogłem sobie odmówić krótkiego rajdu po Kachetii, z intencją odwiedzenia paru
producentów stosujących unikalną technologię wyrobu wina w pogrzebanych w ziemi
wielkich amforach kwewri. O tej prastarej
„metodzie kachetyjskiej” – jak i o samych amforach – piszę szerzej w osobnym
artykule i tam odsyłam zainteresowanych, a tu poprzestanę na impresjach.

Pierwsza jest taka, że tradycyjne wina z kwewri wracają w Gruzji w wielkim stylu.
Technologia, która przez ostatnie pół wieku była zepchnięta do przydomowych piwniczek
(wcale zresztą licznych), od paru lat jest coraz częściej stosowana także w
komercyjnej produkcji wina. Specjalną w tym zasługę mają drobni
producenci – i to kolejny gruziński fenomen – których ostatnio coraz tam więcej.
W samej Kachetii działa już kilkudziesięciu niewielkich, komercyjnych wytwórców,
gospodarujących na kilku lub kilkunastu hektarach winnic. Jak na europejskie standardy
wciąż nie jest ich wielu, ale w całej strefie postsowieckiej jest to ewenement.

Niewątpliwie do najciekawszych takich małych projektów
winiarskich w Kachetii należą piwnice Prince Makashvili w Kardenachi. Jest to
inicjatywa piątki przyjaciół z Tbilisi, którzy przed siedmiu laty, bardziej dla
frajdy, niż zysku kupili wspólnie jednohektarową winnicę i zaczęli bawić się w
biodynamikę. Dziś posiadłość obejmuje 5,5 ha winnic położonych w bardzo niegdyś
prestiżowych crus Carapi i Achoebi, w granicach apelacji Kardenachi
i Gurdżani. Grupie przewodzi dziennikarz Georgi Makaszwili, enologiem jest
filolog Suliko Caiszwili, a pozostali trzej wspólnicy są lekarzami.

To pierwsza konsekwentnie biodynamiczna winnica
w Gruzji i jako taka jest ona właściwie z definicji skazana na międzynarodowy
aplauz. Nasi biodynamicy z Kardenachi są często zapraszani na różne zagraniczne targi i pokazy, ich wina są sprzedawane w Europie po 20–30 euro
za butelkę, a mimo to chętni
zapisują się na listy oczekujących. Zważmy jednak, że cała roczna produkcja nie przekracza nawet 10 tysięcy butelek, a niektóre
wina są dostępne w ilości zaledwie kilkuset flaszek.

Podstawowym uprawianym szczepem jest rkaciteli,
który uzupełniają białe odmiany mcwane i chichwi oraz ciemna saperawi. W
winnicach sporo jest starych, trzydziesto- i czterdziestoletnich krzewów, a
średnia wydajność z hektara nie przekracza 20 hektolitrów. Wina są produkowane
zgodnie z tradycyjną „metodą kachetyjską”, macerowane w kwewri przez 6 miesięcy, a potem jeszcze dodatkowo starzone w amforach przez co najmniej 12 miesięcy. Fermentacja jest prowadzona wyłącznie na
własnych drożdżach, co pozwala utrzymać zawartość alkoholu na rozsądnym poziomie
około 13 procent. Wina są siarkowane dopiero przed samym butelkowaniem, przy
zastosowaniu niewielkich dawek SO2 rzędu 20–50 mg/l.

W sadzie przed starym wiejskim domem w Kardenachi, który służy za letnią
rezydencję firmy, w
raz z
Georgim Makaszwili i Suliko Caiszwili degustujemy
ich wina
. Ozdobę podwórka, obok trzydziestoletniego żiguli
stanowi malowniczy dwupoziomowy budynek marani,
wzniesiony własnoręcznie przez gospodarzy z krzywych cegieł niedbale zlepionych
wapnem i nieheblowanych desek. Po chwiejnej drabinie schodzi się w czeluście
tej nonszalanckiej piwnicy, tam prosto w klepisku tkwią zakopane kwewri, a na zakurzonych półkach
leżakują tysiące butelek. Wszystkie wina bardzo dobre.



Rkatsiteli Grand Cru Akhoebi 2007

Kupaż 90% rkaciteli, 6% mcwane i 4% chichwi. Intensywny
ciemnozłoty kolor. Wino świetnie zbudowane, mineralne, żywe, pełne
jabłkowo-gruszkowego owocu, z nutą ziół i pigwy, długie, ze świeżą, lekko zieloną
końcówką.

Rkatsiteli Grand
Cru Tsarapi 2007

W nosie intensywny, czysty owoc, jabłka,
gruszki, pigwa, czysto, przyjemnie. W smaku ładnie zbudowane, skoncentrowane, mineralne,
z dobrym owocem (gruszki, pigwa) i długą, pieprzną, lekko taniczną końcówką.

Rkatsiteli Grand Cru Tsarapi 2006

Kolor herbaciany. Intensywny aromat pieczonych
jabłek, pigwa, śliwki mirabelki. W ustach wino świeże, żywe, mineralne,
przyjemny pełny owoc (jabłko, pigwa) i świeża, nieo trawiasta końcówka.

Saperavi Grand Cru Akhoebi 2007

Kolor intensywny, niemal granatowy. Czyste,
wiśniowo-śliwkowe aromaty z nutami pieprzu i śródziemnomorskich ziół, mocna
garbnikowa struktura i pełny, świeży intensywny owoc, pikantna, długa końcówka,
sporo elegancji.

 

Otagowane:  

ROZMYŚLANIA PO ŚNIADANIU

Dodano 1 lipca 2010, w Bez kategorii, przez bosak

Po tygodniu spędzonym poza krajem robię sobie rutynową prasówkę przy porannej kawie i na blogu Krzysztofa Fedorowicza znajduję bardzo zajmującą polemikę dotyczącą planowanej „wojewódzkiej” winnicy pod Zieloną Górą. Podsumowując krótko:

1. Parę dni temu Marek Krojcig (winnica Stara Winna Góra) w wypowiedzi dla Gazety Wyborczej zarysował wizję podziału przeznaczonego na tą winnicę obszaru na parohektarowe działki, uprawiane indywidualnie przez poszczególnych winogrodników, przy zachowaniu pewnych wspólnych reguł („…opracujemy regulamin obowiązków i praw dla winiarzy…”). Ten pogląd zdaje się podzielać kilku zielonogórskich winiarzy.

2. Natomiast Krzysztof Fedorowicz (Winnica Miłosz) obstaje przy koncepcji jednej, wielkiej i niepodzielnej 34-hektarowej winnicy „…na której zabiegi agrotechniczne będą wykonywali zatrudnieni przez wspólnotę – zrzeszoną w grupę producencką – pracownicy…”, a każdy winiarz-udziałowiec miałby wyznaczone swoje rzędy winorośli i w ramach swoich kompetencji mógłby „…zająć się tutaj cięciem winorośli czy samym zbiorem oraz produkcją wina.” Swoją koncepcję autor uzasadnia przede wszystkim potrzebą ochrony walorów krajobrazowych tego miejsca. Tą wizję również poparło parę osób.

Uważam, że dylematy takie powinni rozstrzygać między sobą przyszli użytkownicy winnicy i bynajmniej nie zamierzam kłaść palca między lubuskie drzwi, wtrącając się do tej dyskusji. Nie będę jednak udawał, że sprawa ta w ogóle mnie nie obchodzi, gdyż sam kazus wspólnej winnicy – poprzez swoje rozliczne implikacje kulturowe, społeczne, ekonomiczne, krajobrazowe, etc. – na pewno jest ciekawy i wart bliższego przyjrzenia się. Dlatego pozwolę tu sobie zamieścić na gorąco parę ogólniejszych  uwag, traktując rzeczoną winnicę jako studium przypadku.

Jeśli winnica ma być przedsięwzięciem w pełni komercyjnym, którego celem jest zwrot poniesionych inwestycji i generowanie dalszych zysków – a zakładam, że tak jest – to możliwe są dwie formy jej zarządzania:

1) tak jak chce Marek Krojcig, teren podzieli się na indywidualne działki, które będą zainwestowane i użytkowane przez poszczególnych winiarzy zgodnie z ich własnym planem biznesowym, przy zachowaniu ustalonych wcześniej reguł o charakterze planistycznym (np. rozstaw i kierunek rzędów winorośli, wysokość szpalerów, ograniczenia dot. zagospodarowania działki, etc.), albo…

2) cała winnica będzie od A do Z jednolicie zarządzana – łącznie z produkcją i sprzedażą wina – przez wybrany zarząd, lub zatrudnionego menadżera, który będzie ponosił całkowitą odpowiedzialność za jakość produkcji i wyniki finansowe, ale też będzie miał pełną kontrolę nad każdym krzaczkiem winorośli  – w takim przypadku winiarze-udziałowcy będą mieli głos na walnym zebraniu, ale nie będą mogli się wtrącać do bieżącej pracy w winnicy i piwnicy!

Nie wierzę natomiast, że zdadzą egzamin jakieś formy pośrednie, gdzie winiarz będzie decydował np. o cięciu i zbiorze, ale już nie o ochronie winorośli, czy uprawie gleby. Warunkiem uzyskania wysokiej jakości wina jest bowiem skupiona w jednym ręku kontrola nad każdym etapem produkcji, od zimowego cięcia, po zabutelkowanie wina. A dziś na kiepskim winie nie zarobi się nawet w Polsce (już się zdarzyło, że do jednej z naszych winnic zwrócono ze sklepów partię wina nie zadawalającej jakości).

Oczywiście w wielu krajach Europy wciąż egzystują różnego rodzaju „wspólnoty winiarskie”, czy też inne quasi spółdzielcze twory, które są pochodną zawikłanych struktur własnościowych – często jeszcze postfeudalnych – albo eksperymentów społecznych podejmowanych po ostatniej wojnie (także w zachodniej Europie zdarzały się wówczas przymusowe reparcelacje winnic). Wszelkie tego typu formy wspólnego użytkowania winnic, które ograniczają decyzje poszczególnych producentów (podobnie jak np. zbyt sztywne przepisy apelacyjne) w wielu regionach są dziś uważane za poważne obciążenie w podnoszeniu jakości produkcji wina.

Po co więc, jeśli tworzy się wszystko od nowa, wprowadzać archaiczne struktury i zależności, z których gdzie indziej co ambitniejsi winiarze próbują się czym prędzej wyplątać?

Proszę mnie źle nie zrozumieć – nie jestem przeciwko grupom producenckim, wspólnym zakupom sprzętu, wspólnym akcjom marketingowym, czy też wszelkim innym formom współpracy, które w danym czasie i danej sytuacji mogą przynieść korzyść winiarzom. Przestrzegam tylko przed tworzeniem zbyt zawiłych, sztywnych i skomplikowanych reguł, które utrudniałyby sprawne zarządzanie winnicą, czy to na poziomie całości, czy poszczególnej, indywidualnej parceli – w zależności od opcji, jaką się wybierze.

Nie jestem też przekonany, czy akurat „wielka winnica – bez działek i miedz” jest tym najlepszym rozwiązaniem z punktu widzenia ochrony walorów krajobrazowych i przyrodniczych? Współczesna winnica, z ukierunkowanym rytmem długich (ktoś wspomniał o 400 m), prostych szpalerów, to nie łagodnie falujące łany zbóż i wprowadzenie takiej dość agresywnej formy przestrzennej na zwartym obszarze o powierzchni ponad 30 hektarów może niekorzystnie odbić się na urodzie tego miejsca.

Nie oszukujmy się, takie nowoczesne, wielkoobszarowe, „przemysłowe” winnice, to nie jest forma jakoś szczególnie długo zakorzeniona w tradycji europejskiego krajobrazu. Podobnie, jak supermarkety, uprawy takie rozpowszechniły się dopiero po ostatniej wojnie, by produkować dużo i tanio, nie licząc się z kosztami ekologicznymi. Sto lat temu w krajobrazie europejskich regionów winiarskich dominowały niewielkie winnice, często poprzedzielane pasami sadów, łąk i pól uprawnych.

Rzadko się o tym głośno mówi, ale rozległe, intensywnie uprawiane monokultury winorośli należą dziś do najbardziej inwazyjnych upraw. Winnice zajmują niecałe 10 procent obszarów rolnych w Europie, a zużywa się w nich około 70 procent wszystkich fungicydów (sic!) Aby zrównoważyć te niekorzystne oddziaływania, w rozwiniętych krajach winiarskich dziś coraz częściej odchodzi się od takich rozległych nasadzeń, a wielkie winnice nierzadko dzieli się na mniejsze parcele, rozdzielone pasami drzew i krzewów (np. w Niemczech zaleca się ostatnio, aby z każdego hektara upraw winorośli wydzielić co najmniej jeden ar w formie „korytarza ekologicznego” lub „ostoi przyrodniczej”).

Nie promujmy więc, proszę, jako modelowego rozwiązania czegoś, co już stało się démodé. Nie krzyczmy wersalikami, że dzielenie winnicy, to „totalna planistyczna porażka”, bo to oczywista bzdura. Nie tyle można, ile należy rozważyć jakąś formę rozdzielenia tak dużej powierzchni. Mnie też by się nie podobało, gdyby zrobiono z tego miejsca ogródki działkowe. Ale przecież można to zrobić inaczej, nawiązując choćby do tradycyjnego krajobrazu zielonogórskich winnic, takiego, jaki znamy ze zdjęć z początku XX wieku.

Gorąco rekomenduję wykonanie rzetelnych studiów krajobrazowych, a także kompleksowej oceny oddziaływania na środowisko, zanim zacznie się poważnie myśleć o ostatecznym projekcie winnicy.

P.S. Jako przyczynek do rozważań, czy lepiej razem, czy osobno polecam mój tekst sprzed dwóch lat, traktujący o samodzielnych drobnych winiarzach.

Otagowane:  

PŁOCHOCCY W SIECI

Dodano 1 lipca 2010, w Bez kategorii, przez bosak

Po pięciu latach od debiutu Winnica Płochockich uruchomiła wreszcie swoją stronę internetową! Gorąco polecam.


Basia i Marcin Płochoccy na winnicy w Darominie, maj 2009

Otagowane:  

KONGRES W TBILISI

Dodano 29 czerwca 2010, w Bez kategorii, przez bosak

W zeszły poniedziałek znalazłem się w gruzińskiej stolicy z powodu odbywającego się tam 33. Światowego Kongresu Winorośli i Wina, organizowanego przez OIV (kongres odbywa się co roku w innym kraju należącym do tej organizacji). Nie ukrywam, że zaproszenie na rzeczony zjazd potraktowałem trochę jako pretekst do odwiedzenia kilku z góry upatrzonych miejsc w kolebce światowego winiarstwa – o czym pewnie wkrótce – ale i sam kongres wart byłby długiej podróży z przesiadkami. Jest to bowiem najważniejsza cykliczna impreza naukowa w naszej branży, na której często prezentuje się wyniki najnowszych badań nad winoroślą i winem.

Tak też było w tym roku w Tbilisi, gdzie zjechało ćwierć tysiąca gości z całego świata. Wygłoszono 76 referatów, zaprezentowano 114 posterów, a do tego w programie było kilka imprez towarzyszących i sesji wyjazdowych. Nie dało się tego wszystkiego ogarnąć, tym bardziej, że poszczególne sesje referatowe odbywały się symultanicznie w różnych salach, a że referaty były z reguły ciekawe, wybór doprawdy nie był łatwy. Za to do kongresowych materiałów dołączono pełne wersje wszystkich referatów i prac prezentowanych w formie posterów razem jakieś 1000 stron tekstu, na szczęście w wersji elektronicznej a jako bonus dostaliśmy specjalnie wydaną książeczkę o badaniach paleobotanicznych dotyczących początków uprawy winorośli. Lektury wystarczy na kilka tygodni!



Kongres odbywał się w
reprezentacyjnym gmachu teatru im. Rustawelego w samym centrum Tbilisi



Gości przywitał prezydent Micheil Saakaszwili



Do najciekawszych należały wystąpienia gospodarzy – światowej sławy archeolog Dawid Lortkipanidze opowiada o najnowszych odkryciach dotyczących początków kultury wina na Zakaukaziu



Wizyta w Gruzińskim Muzeum Narodowym, gdzie znajduje się największa na świecie kolekcja zabytków związanych z początkami winiarstwa
– na pierwszym planie amfora z VI tysiąclecia p.n.e. ozdobiona motywem winnych gron




Widoczne powyżej maleńkie fragmenty ceramiki znalezione niedawno w miejscowości Szulaweri, około 30 km na południe od Tbilisi, pokryte są osadem „kamienia winnego” sprzed prawie ośmiu tysięcy lat
(dokładne datowanie 5815 +/-42 p.n.e.) Są to najstarsze znane, jak dotąd ślady wyrobu wina na świecie. Kiedy nieśmiało zapytałem Gruzinów o możliwość sfotografowania tych unikalnych artefaktów, zaraz przyniesiono mi je w plastikowym woreczku z prośbą, żebym nie zgubił i nie dawał do ręki osobom postronnym. Uwielbiam ten kraj!



Wyjazd studyjny do Kachetii – degustacja tradycyjnych win produkowanych w piwnicach XI-wiecznego klasztoru Alawerdi



…i położona parę kilometrów dalej ultranowoczesna winiarnia Badagoni


Tsinandali – pożegnalna kolacja w XIX-wiecznych piwnicach zbudowanych przez Aleksandra Czawczawadze, wybitnego gruzińskiego poetę i pioniera nowoczesnego winiarstwa w tej części świata

Otagowane:  

HIBERNAL Z ŁAZÓW NAJLEPSZY

Dodano 18 czerwca 2010, w Bez kategorii, przez bosak



Winnica Uniwersytetu
Jagiellońskiego
w Łazach koło Bochni ma wyraźnie dobra passę. Przed niecałymi
dwoma tygodniami tamtejszy Regent 2009 zdobył medal na konkursie Vinoforum (tu już o tym pisałem), a przedwczoraj
Hibernal 2008 został okrzyknięty czempionem w kategorii win białych wytrawnych na
jedynym międzynarodowym konkursie win uniwersyteckich, jaki co roku odbywa się
w słoweńskim Mariborze. Wiele europejskich uniwersytetów posiada własne winnice
i często są to donacje sprzed wielu wieków. Winnica UJ powstała w 2005 roku i
szybko dołączyła do polskiej (i jak widać – nie tylko) czołówki. Niewielki, acz ciekawy konkurs
w Mariborze odbywa się już od siedmiu lat, a w tym roku swoje wina
zaprezentowało na nim 20 uniwersyteckich winnic z 11 krajów.

Winnica UJ w Łazach

Winiarnia w Łazach należy do najlepiej wyposażonych w Polsce – hala przerobu winogron

Adam Kiszka kierownik uniwersyteckiej winnicy i główny sprawca jej sukcesów – dogląda win dojrzewających w nowoczesnej piwnicy

 

Otagowane:  

NADWIŚLAŃSKIE REKONSTRUKCJE IV

Dodano 16 czerwca 2010, w Bez kategorii, przez bosak



Po wielu
perypetiach i ze sporym opóźnieniem zakończyło się wreszcie sadzenie dwunastohektarowej
winnicy na krakowskich Bielanach. Jest to dziś druga – po Miękini – największa
winnica w Polsce. O planach związanych z tym miejscem pisałem już w zeszłym roku
(tu także nieco szczegółów), jednak pomimo starannego przygotowania całego przedsięwzięcia zamiarów tych
o mało nie pokrzyżowała wyjątkowo nieprzychylna tej wiosny aura.

Pole „viniferowe”
przygotowane do sadzenia
tu na szczęście zniszczenia nie były duże, 10 kwietnia

Początek sadzenia na polu „rezystentnym” w tym właśnie miejscu wystąpiły największe rozmycia zbocza (patrz zdjęcia poniżej), 30 kwietnia

Po
wcześniejszym uprawieniu gleby oraz wytyczeniu dróg i nasadzeń w ostatnim
tygodniu kwietnia na pole wjechała maszyna do sadzenia. Zgodnie z planem prace przy
zakładaniu winnicy miały potrwać jeszcze około dziesięciu dni, nie udało się. Z
początkiem maja zaczęło padać i co jakiś czas trzeba było schodzić z pola, gdyż
ciężka sadzarka grzęzła w rozmokłej ziemi, a przy tej skali nasadzeń (w sumie ok.
55 tys. krzewów) trudno byłoby z dnia na dzień zorganizować ekipę to ręcznego
sadzenia.

Ekipa firmy E-sadzonka, 30 kwietnia

Z 16 na 17
maja potężna ulewa zmyła część zasadzonego już zbocza (tej samej nocy uszkodzony
został t
akże położony niedaleko winnicy kopiec Piłsudskiego). Po dwóch
tygodniach niemal ciągłego deszczu ziemia tak rozmiękła, że nie można już było wjechać
na pole żadnym sprzętem i w drugiej połowie maja też nie dało się wiele zrobić,
poza powierzchownym posprzątaniem bałaganu. Czwartego czerwca, podczas
sędziowania na Vinoforum doszły mnie wieści o kolejnej nawałnicy i jeszcze większych
zniszczeniach na zasadzonej części stoku.

Zbocze po drugiej ulewie, 7 czerwca

Wyrwy na zboczu, 7 czerwca

Gorzej już
być nie mogło. Po powrocie do Krakowa zastałem zbocze przeorane głębokimi
bruzdami, w których mogłaby się wygodnie schować kompania wojska. Przyznaję, wtedy zwątpiłem, że uda się nam tej wiosny posadzić całą winnicę. Na szczęście już nie
padało i dobrze uprawiona wcześniej gleba zaczęła szybko obsychać. W
zeszłym tygodniu można więc było wjechać na zbocze ciężkim sprzętem, szybko wyrównano
największe wyrwy i sadzenie znów ruszyło z kopyta, tym razem w
afrykańskich upałach.

Naprawa zniszczeń, 10 czerwca

Do
niedzieli właściwie wszystko było już zrobione, pozostało jeszcze ręcznie zasypać
parę rowów w międzyrzędziach najwcześniejszych nasadzeń, gdyż nie da się tam wjechać
szerokim spychaczem nie niszcząc sadzonek, a jesienią trzeba będzie jeszcze dosadzić
parę zmytych rzędów winorośli. Na razie wszyscy mamy dość przygód.

Koniec sadzenia, 13 czerwca

Otagowane:  

  • RSS