MOŁDAWIA – WINA GARAŻOWE

Dodano 5 października 2009, w Bez kategorii, przez bosak

Nie dajmy się zwieść tytułowi, wspomniane zjawisko w mołdawskim winiarstwie prawie nie występuje, ale owo „prawie” wygląda na tyle obiecująco, że chyba warto o tym napisać. Jak dotąd, doliczyłem się w Mołdawii zaledwie trzech, powiedzmy, „drobnych” komercyjnych producentów, przy czym tylko jeden z nich robi wino rzeczywiście na niewielką skalę, w partiach po parę tysięcy butelek. Dwaj pozostali w Niemczech, czy w Austrii zaliczaliby się pewnie do dwudziestki największych właścicieli winnic, ale w Mołdawii i tak uchodzą za drobnicę.

Tym jedynym prawdziwym (według naszych wyobrażeń) garażystą jest Constantin Stratan, na co dzień enolog w sporej – 3 miliony butelek rocznie – winiarni Dionysos-Mereni. Odpowiada tam za wyższąetykietę Carlevana – to jedne z lepszych mołdawskich win produkowanych na tak dużą skalę (wśród nich jest także jedyne, jakie znam zrobione z czystej rară neagră, wkrótce opowiem nieco więcej o tej sławnej niegdyś odmianie). Już po tej – jakby nie było – masówce widać, że winiarz ten ma dobrą rękę, zwłaszcza do win czerwonych i sporą erudycję winiarską, wyniesioną z praktyk we Francji, Nowej Zelandii i Kalifornii (m.in. w Kendall-Jackson).


Constantin Stratan (fot. Dionysos-Mereni)

Od kilku lat Stratan realizuje także swój zupełnie prywatny projekt winiarski pod nazwą Equinox, oparty na kilku zaledwie hektarach własnych winnic. Efektem tego są wina wycyzelowane, eleganckie, prawdziwie jubilerskie, na pewno najlepsze z tego, co dotąd spróbowałem z Mołdawii, a być może z tej części Europy (z Bułgarią, Rumunią i Krymem włącznie). Trzy wina Equinox, które mieliśmy okazję degustować pod sam koniec wrześniowej wizyty w Mołdawii całkiem wywróciły, mówiąc bez większej przesady, nasze dotychczasowe wyobrażenia o potencjalnych możliwościach tamtejszego winiarstwa:

Syrah 2007 (***/*)
Intensywne śliwkowo-korzenne i leśne aromaty z delikatnie zaznaczoną
waniliowo-budyniową beczką, w ustach prawie zwiewne (zaledwie 12%
alk.), choć bardzo owocowe, z lekką nutą pieprzną i mineralną, długie,
jedwabiście gładkie. Wino niezwykle smaczne (chciałoby się pić do dna),
zrobione z dużą wyczuciem, w niemal północnorodańskim stylu.




Cabernet Sauvignon 2006 (****)

Bogaty, podręcznikowy wręcz aromat dobrego „caba” z Napy: intensywna, dojrzała porzeczka, suszone wiśnie, dojrzała czerwona papryka, tymianek, czekolada, w ustach jest jeszcze lepiej – kipiący wręcz owoc, tytoń, eteryczne zioła (rozmaryn), gładko ułożone taniny, długość, koncentracja, ale też pewna lekkość (13,5% alk.) i elegancja. Dotrzymałoby placu niejednemu icon wine za 70$.




Chardonnay 2007 (***)

W tym winie trochę przeszkadza zbyt wyraźna waniliowa beczka, ale całość jest dość ładnie skrojona, wyciszona, elegancka, oparta na delikatnym owocu (jabłko, gruszka), mineralności i lekkiej budowie (12% alk.) W porównaniu z poprzednimi jest to wino ciągle jeszcze w fazie eksperymentu, ale całość idzie w interesującą stronę.

Podczas tej samej pożegnalnej degustacji spróbowaliśmy także jedno wino od innego mołdawskiego (prawie) garażowca – Alexandru Luchianov uprawia 40 hektarów winnic w rejonie Purcari, z których powstaje co roku 200–300 tysięcy butelek sprzedawanych pod etykietą Etcetera:

Merlot 2005 (***/*)  
W aromacie intensywny leśny owoc (ostrężyny, maliny) i ziołowa pikanteria (tymianek, rozmaryn), w ustach świetnie skomponowane, cieliste wino, z dobrym owocem, ładnie ułożonymi garbnikami i długą mineralno-korzenną końcówką. Spora klasa.

Trzecim „drobnym” winiarzem jest Georghe Arpentin, którego win nie dane mi było dotąd spróbować. Arpentin spędził sporo czasu we Francji, zrobił doktorat na wydziale winiarskim w Montpellier i przez parę lat zajmował się badaniami naukowymi w INRA . Po powrocie do Mołdawii otworzył pierwsze w tej części świata prywatne laboratorium enologiczne i rozpoczął praktykę konsultanta. Od kilku lat robi też własne wina z 50 hektarów winnic na południu Mołdawii, a także w Vadul-Raşcov na północy, gdzie ponownie obsadził  winoroślą zapomniane, kamieniste terroir na brzegach Dniestru dokładnie naprzeciwko „sienkiewiczowskiego” Raszkowa – skąd sto lat temu pochodziły najlepsze białe wina ówczesnej Besarabii.

Wina mołdawskich garażystów sprzedają się jak ciepłe bułeczki – w kraju i za granicą – za cenę, o jakiej większość dużych producentów nawet sobie nie pomarzy. Dlaczego więc zjawisko to praktycznie się tam nie rozwija, bo przecież wspomniana trójka winiarzy, to mniej, niż błąd statystyczny? Podczas poprzedniego pobytu w Mołdawii próbowałem o to dopytać, ale nie usłyszałem jasnych odpowiedzi (już zacząłem budować sobie własne, misterne teorie tłumaczące ten fenomen). Dopiero Georghe Arpentin, którego przypadkowo spotkałem na jakimś proszonym obiedzie (niestety, nie przyniósł ze sobą żadnej swojej butelki) bardzo prosto rzecz mi wyjaśnił.

Otóż głównej przeszkody nie stanowią, jak sobie roiłem, jakieś bariery mentalnościowe, albo brak kapitału lub know-how, lecz niezwykle skomplikowane przepisy i procedury, nieraz trudne do spełnienia nawet dla dużych producentów, a cóż dopiero dla małych winiarzy (skąd my to znamy?). Już parę takich garażowych przedsięwzięć, podejmowanych zarówno przez miejscowych, jak i zagranicznych inwestorów upadło z powodu upierdliwej nadgorliwości i niechęci urzędników  (też skądś znajome) , za czym często kryła się intencja zwykłej korupcji. Arpentin opowiadał także o własnych perypetiach związanych z rozpoczęciem produkcji wina i stwierdził, że bez mocnych koneksji w branży (jest prezesem Unii Mołdawskich Enologów i wykładowcą w kiszyniowskim instytucie winiarskim) nigdy nie załatwiłby tych wszystkich formalności. – Ktoś przypadkowy nie wejdzie w ten biznes – podsumował.

Relacja z wrześniowej wyprawy do Mołdawii także na blogu Ewy Wieleżyńskiej.

Oceny win:
***** – wybitne, wielkie, niezapomniane
**** – bardzo dobre, znakomite
*** – zdecydowanie dobre, interesujące, godne uwagi
** – poprawne, przyzwoite, dobre na co dzień
* – słabe, nie polecam
/* – oznacza pół punktu (np. ***/* – to wino więcej, niż tylko dobre)

Otagowane:  

MOŁDAWIA – TRZECIE STARCIE

Dodano 15 września 2009, w Bez kategorii, przez bosak

W zeszłym tygodniu wraz z polsko-czeską grupą dziennikarzy winiarskich wylądowałem w Mołdawii. Tym samym trafiła mi się kolejna już okazja (wcześniej byłem tam dwukrotnie w 2007) aby zmierzyć się in situ z mołdawskim winem. Dotychczasowe doświadczenia przekonywały mnie tylko, że jest to materia niełatwa do ogarnięcia – tak zmysłami, jak rozumem – i że stereotypy wyniesione z „normalnego” winiarskiego świata jakoś nie zawsze przystają do tamtejszej rzeczywistości. Ale do trzech razy sztuka i chyba już czas poskładać te klocki. Złoży się to pewnie na parę odcinków, więc na razie, tytułem prolegomeny, co nieco ogólnie, a w najbliższych dniach postaram się przedstawić więcej szczegółów.


Przed winiarnią (fot. W. Bosak, październik 2007)

Pomimo wszelkich zastrzeżeń do jakości tamtejszych win nie powinniśmy Mołdawii ignorować, bo jakby na to nie patrzeć, jest to przecież lokalne mocarstwo winiarskie. Po kryzysowym ćwierćwieczu zapoczątkowanym antyalkoholową krucjatą Gorbaczowa (od 1986 tamtejszy sektor winiarski skurczył się prawie o 40 procent) ten mały kraj ciągle zalicza się do tuzina największych eksporterów wina na świecie. Wciąż też uprawia się tam więcej winnic, niż na przykład w Niemczech, RPA, czy Bułgarii. Przy zaledwie 3,5-milionowej populacji Mołdawia bije wszelkie światowe rekordy w winiarskich statystykach per capita (z wyjątkiem konsumpcji wina, która wynosi tam około 25–28 litrów na głowę, a więc i tak nieźle).



Malownicza wieś w środkowej Mołdawii (fot. W. Bosak, wrzesień 2009)

Te imponujące statystyki jakoś nikogo w Mołdawii nie cieszą, gdyż winiarska monokultura bardziej ciąży, niż pomaga tamtejszej gospodarce i pomimo odznak pewnego ożywienia koniunktury jest to wciąż najbiedniejszy z krajów europejskich. Zadziwiająca jest struktura tamtejszego winiarstwa – na 122 tys. ha komercyjnych winnic – z czego około 100 tys. ha owocujących – przypada mniej więcej setka samodzielnych producentów wina (gdy np. w Niemczech, przy zbliżonej powierzchni upraw jest ich prawie 10 tysięcy!) Przeciętna skala produkcji jest więc ogromna i pewnie nie więcej, niż z tuzin winiarni wyrabia poniżej miliona butelek rocznie ( a są i tacy, którzy produkują 20 milionów). Ponad 90 procent całej produkcji winiarskiej trafia na eksport, a sami Mołdawianie rzadko kupują swoje wino w sklepie. Trunki do lokalnej konsumpcji pochodzą głównie z małych, przydomowych winniczek (razem 36 tys. ha), jakie uprawia na własne potrzeby niemal co druga mołdawska rodzina.



„Tradycyjna” winiarnia z czasów Breżniewa (fot. W. Bosak, luty 2007)

W marcu 2006 roku Rosja zakazała przywozu wina z Mołdawii (podobnie jak z Gruzji) i fakt ten miał bodaj większy wpływ na zmiany w tamtejszym winiarstwie, niż uzyskanie niepodległości w 1991 i prywatyzacja. Do tamtej pory bowiem, podobnie jak za czasów sowieckich wina mołdawskie miały w pewnym sensie uprzywilejowaną pozycję na chłonnym i raczej mało wymagającym rynku rosyjskim. Wiele mołdawskich winiarni miało tam od lat znakomite kontakty, powiązania kapitałowe z rosyjskimi dystrybutorami i nierzadko nawet własne rozlewnie, dokąd wino dostarczano z Mołdawii cysternami. Tym sposobem, bez większego wysiłku sprzedawało się do Rosji ponad 85 procent całej krajowej produkcji i mało kto myślał wówczas o innych rynkach eksportowych. Wielu winiarzy z łezką wspomina tamte czasy i przyznaje, że więcej wtedy dbali o przystrojenie butelek w cynfolie i krzykliwe etykiety, niż o ich zawartość.



Nowoczesny gigant (fot. W. Bosak, październik 2007)

Przebudzenie z tego snu było bardzo bolesne – Mołdawianie z dnia na dzień zostali z 200 milionami niesprzedanych butelek, a przy tym szybko przekonali się, że większość ich winiarskiej produkcji nie jest w stanie konkurować na innych rynkach eksportowych. Dla wielu producentów zabrzmiało to jak wyrok śmierci (i część z nich rzeczywiście musiała wtedy zwinąć manatki), gdyż wewnętrzny popyt był w stanie wchłonąć najwyżej kilka procent całej produkcji. Po dwóch latach Rosjanie znieśli ograniczenia importowe, ale w międzyczasie uświadomili też sobie, że za te same (a często mniejsze) pieniądze mogą kupować znacznie lepsze jakościowo wina hiszpańskie, czy argentyńskie.



Winnice w rejonie Purcari (fot. W. Bosak, październik 2007)

Rosja znów jest największym odbiorcą mołdawskich win (w 2008 trafiło tam 30 procent całego eksportu), ale nie ma już mowy o dawnej, uprzywilejowanej pozycji – dziś trunki znad Dniestru i Prutu również tam muszą powalczyć jak równy z równym z zachodnią konkurencją. Niewiele mniej wina, niż Rosja kupują dziś także Białorusini i Ukraińcy, a czwartym z kolei rynkiem jest Polska (ok. 5 procent eksportu). Poza obszar WNP trafia mniej, niż 15 procent eksportu (głównie do krajów UE, USA, Kanady, Chin, Turcji i Izraela), ale to już wystarcza, aby zdopingować wielu producentów do sprostania wyśrubowanym zachodnim kryteriom jakości. Postęp, jaki dokonał się w tej dziedzinie, zwłaszcza w ciągu ostatnich dwóch lat jest bardzo wyraźny i choć gros produkcji stanowią wciąż tanie wina supermarketowe, to jednak od czasu do czasu trafiają się także butelki, które bez wstydu mogłyby znaleźć się w przyzwoitej winotece.



Turystyka winiarska (fot. W. Bosak, październik 2007)

Pojawiły się także jakieś zaczątki popytu wewnętrznego i to nie – jak dotąd – na najtańsze trunki produkowane z mieszańców, ale na wina wyższej klasy. Paradoksalnie bowiem, przy całej mizerii tego kraju nie brak w Mołdawii pierwszorzędnych restauracji z niezłą kartą win, a w Kiszyniowie jest już nawet parę przyzwoitych winotek (to jednak romańska kultura!) Przy niektórych winiarniach powstają też pierwsze, w pełni profesjonalne przedsięwzięcia enoturystyczne. Z tym wiąże się kolejne nowe zjawisko – mali butikowi producenci celujący w naprawdę wysoką jakość.



Doroczne Święto Wina w Kiszyniowie (fot. W. Bosak, październik 2007)

Dwa lata temu słyszałem tylko pogłoski o paru zapaleńcach, którzy próbują robić wino na małą skalę (wtedy nikt nie traktował ich poważnie). Teraz już mieliśmy okazję spróbować win od takich garażowców – dopieszczonych w każdym szczególe, prawdziwie luksusowych, produkowanych w partiach po parę tysięcy butelek. Na razie w całej Mołdawii działa zaledwie trzech takich naprawdę niewielkich producentów, ale klasa wyrabianych przez nich trunków wyprzedza o parę długości całą resztę. Wina te już są sprzedawane w najlepszych restauracjach i winotekach w Kiszyniowie i pomimo kosmicznej, jak na Mołdawię ceny nie mają problemu ze zbytem.



T
ransport wina luzem w cysternach (fot. W. Bosak, październik 2007)

Otagowane:  

  • RSS