PO CO KOMU GŁOWA W WINNICY?

Dodano 20 marca 2012, w Bez kategorii, przez bosak

Jedna z projektowanych przeze mnie winnic, posadzona zeszłej wiosny, znajduje się w wyjątkowo uroczym miejscu – na stumetrowym wzniesieniu górującym nad doliną Dunajca, z którego widok obejmuje kilka pasm górskich, aż po charakterystyczny zarys Pienin na horyzoncie. Realizacja tego projektu nie była jednak tak sielankowa, jak opisany landszaft. Podczas prac przygotowawczych w najbardziej stromej części zbocza powstało osuwisko, które szczęśliwie udało się naprawić i zabezpieczyć, ale kazało nam to jeszcze raz przemyśleć dalsze przeznaczenie tego kawałka gruntu.


Winnica Uroczysko, maj 2011

Po rozważeniu paru innych pomysłów (którymi nie będę tutaj zanudzał) postanowiliśmy wraz z inwestorami, że najbardziej narażona na erozję partia stoku będzie uprawiana wyłącznie ręcznie, gdyż mechaniczny sprzęt mógłby spowodować tam kolejne osuwiska. Dlatego też parcelka ta została obsadzona winoroślą w bardzo gęstym rozstawie 1,2 na 0,8 metra, aby z każdej piędzi owej pracochłonnie uprawianej ziemi uzyskać możliwie wysoki plon, nie przeciążając przy tym zanadto poszczególnych krzewów. Zdecydowaliśmy, że rosnące tam winorośle będą prowadzone tradycyjnym sposobem na głowę.



Krzewy prowadzone na głowę przy palikach i na niskim szpalerze, fragment projektu rekonstrukcji winnicy przy zamku w Janowcu, rys. W. Bosak, 2010

Wspomniana głowa (kopferziehung, gobelet), to znany co najmniej od czasów rzymskich sposób formowania winorośli, który polega na tym, że krzewy co roku przycina się bardzo krótko, najwyżej kilkanaście centymetrów nad ziemią, pozostawiając kilka krótkich czopków z pąkami na owocowanie. Po kilku latach cięcia tworzy się w tym miejscu zgrubienie w formie pięści, zwane właśnie głową. Prowadzone w ten sposób krzewy z reguły podwiązuje się do osobnych palików, choć wyrastające z głowy latorośle można także rozpiąć w formie niskich szpalerów na rusztowaniu z drutów.

Jeszcze przed 60–70 laty był to podstawowy sposób uprawy winnic, stosowany w całej północnej i środkowej Europie, od Szampanii po Siedmiogród, nie wyłączając Zielonej Góry i Warki. Dziś jednak prowadzone w tej manierze winne krzewy prędzej zobaczymy na starych fotografiach, niż w naturze. Jednym z nielicznych miejsc na świecie, gdzie współcześnie próbuje się przywrócić ten tradycyjny system uprawy w nowo zakładanych winnicach są Węgry. Prowadzenie na niską głowę przynosi bowiem szczególnie dobre efekty przy uprawie popularnej tam kadarki, która na szpalerach nigdy nie osiąga porównywalnej koncentracji i finezji aromatu (o takich eksperymentach można poczytać m.in. tu).


Prowadzone na głowę krzewy kadarki, góra Eged k. Egeru

Zresztą w literaturze często podkreśla się lepszą jakość wina pochodzącego z ciętych na głowę krzewów, co bierze się z ich niższej plenności, a także z tego, że winogrona dojrzewają bliżej ziemi, w bardziej stabilnym reżimie termicznym. W naszych warunkach klimatycznych wielką zaletą tego sposobu prowadzenia jest też łatwość okrywania krzewów na zimę. Wystarczy bowiem parę ruchów szpadlem lub motyką, aby głowę wraz z pąkami, z których wyrosną przyszłoroczne latorośle całkowicie obsypać ziemią, a wtedy winorośli nie straszne są nawet trzydziestostopniowe mrozy.



Krzew prowadzony na głowę, wg Jules Guyot, Sur la viticulture du Nord-Est de France, Paris 1864

I to był właśnie główny argument za wyborem tej formy prowadzenia krzewów w przypadku wspomnianej winnicy nad Dunajcem. Zakładając bowiem, że jej część i tak będzie uprawiana ręcznie, można było sobie przy takim prowadzeniu pozwolić na nieco większe plantacje stosunkowo wrażliwych odmian Vitis vinifera – w sumie ponad 1600 krzewów traminera, pinot noir i pinot gris – co przy uprawie na szpalerach byłoby raczej ryzykowne. Mam też nadzieję, że rosnące w tak dużym zagęszczeniu krzewy wymuszą na sobie wzajemnie rozwój głębszych korzenieni, co dodatkowo zwiększy ich odporność na mróz i choroby.


Winnica Uroczysko, maj 2011

Formowanie na głowę ma też swoje wady, które zadecydowały, że po ostatniej wojnie ten tradycyjny sposób prowadzenia winorośli został na większych winnicach niemal całkowicie zastąpiony przez formy szpalerowe. Uprawa takich krzewów jest bowiem bardzo pracochłonna, niewygodna (wymaga częstego schylania się) i trudna do jakiejkolwiek mechanizacji. Wyraźnie niższa, niż na szpalerach jest także wydajność plonu z jednego krzewu, choć w przeliczeniu na hektar te różnice nie są aż takie duże, z uwagi na większą gęstość nasadzeń.



Winnica w Somló

Poza tym forma na głowę nie wszędzie się udaje. Nisko prowadzone przy ziemi krzewy wymagają bowiem miejsc słonecznych, przewiewnych i dobrze chronionych przed przymrozkami, co w chłodniejszych regionach winiarskich mogą zapewnić tylko odpowiednie pochyłości i przewyższenia terenu. Jest to prawdopodobnie najlepszy – także z ekonomicznego punktu widzenia – sposób prowadzenia winorośli na bardzo stromych zboczach a także na bardzo suchych i ubogich glebach kamienistych i piaszczystych. Głowa zawodzi natomiast na terenach żyznych i bardziej wilgotnych, gdzie znajdujące się nisko nad ziemią owoce są szczególnie narażone na choroby grzybowe.

ODROBIONA LEKCJA Z TERROIRYZMU

Dodano 15 listopada 2009, w Bez kategorii, przez bosak

Ostatnio znalazłem wreszcie nieco czasu, aby przeczytać parę książek odkładanych dotąd z powodu pilniejszych zajęć. Wśród nich znalazła się także Understanding vineyard soils autorstwa Roberta E. White’a (Oxford University Press 2009), która bodaj od wakacji leżała już na biurku jako wielce pilna lektura. White, to znany australijski gleboznawca, profesor uniwersytetu w Melbourne i autor paru klasycznych podręczników (m.in. tego i tego). Już przed wielu laty interesował się on, jak gleba i podłoże mogą wpływać na jakość i charakter wina, traktując to z początku jako hobby. Jednak pasja ta, wsparta ogromnym doświadczeniem zawodowym (nie tylko pracą naukową, ale także rozległą praktyką agronoma-doradcy prowadzoną w kilkunastu krajach) zaowocowała w końcu wydaniem dwóch poważnych książek.

Poprzednie dzieło White’a Soil for fine wines (Oxford University Press 2003), to bodaj pierwsza, tak rzetelna książka tłumacząca funkcjonowanie winogrodniczych terroirs, na tyle kompletna i przekonująca w swoich interpretacjach, aby można ją było stosować w praktyce winiarskiej. Wcześniej oczywiście ukazało się szereg ważnych artykułów na ten temat, poczynając od pionierskich prac Gérarda Seguina sprzed prawie czterdziestu lat, jednak objaśniały one zaledwie jakieś cząstki tego złożonego zagadnienia. White w kompetentny sposób skompilował tą rozproszoną wiedzę, zweryfikował według bieżącego stanu badań, uzupełnił i zinterpretował, tak że wyłonił się z tego w miarę całościowy, spójny obraz.



Nie da się tego powiedzieć o jakichkolwiek wcześniejszych próbach syntezy tego tematu, takich choćby jak głośna swego czasu książka Jamesa E. Wilsona Terroir. The role of geology, climate and culture in the making of French wines (Octopus Publishing 1998), którą ma na półce chyba każdy ambitniejszy winoman, albo z założenia popularyzatorska publikacja Jaquesa Fanet Les Terroirs du vin (Hachette Pratique 2001). Książka Wilsona, pomimo całego bogactwa użytych w niej materiałów źródłowych – w tym kapitalnych własnych badań geologicznych autora –
w warstwie interpretacyjnej bywa miejscami rozczulająco naiwna i nieraz powtarza nie potwierdzone empirycznie mądrości ludowe zasłyszane u lokalnych winiarzy.

Można więc powiedzieć, że Soil for fine wines, to w pewnym sensie książka przełomowa dla zrozumienia istoty terroir, która jednak, poza kręgami profesjonalnymi nie zdobyła sobie większej popularności, prawdopodobnie ze względu na ścisły, naukowy język (i może niezbyt atrakcyjną szatę graficzną). Bo też nie każdy, kto ma nawet spore pojęcie o uprawie winorośli zrozumie, o co tak naprawdę chodzi w pojemności sorpcyjnej gleby (cation exchange capacity) albo co to jest stosunek molowy krzemu i glinu w koloidach glebowych (Si:Al mole ratio in clay minerals). A są to, jak dowodzą współczesne badania, parametry wcale nieobojętne dla potencjalnej jakości winogron i wina!



Wprawdzie Understanding vineyard soils w dużej mierze bazuje na materiale z tamtej książki, ale jest to dziełko znacznie lepiej przemyślane, dopracowane i czytelne. Tekst jest bardziej zwięzły (ok. 200 stron), choć wystarczająco szczegółowy nawet dla doświadczonych winogrodników, a jego układ jest bardziej przejrzysty, prawie podręcznikowy. Autor dedykuje tą książkę praktykom uprawy winorośli i jest to dobry adres. Ja natomiast polecam ją wszystkim dociekliwym winomanom, szczególnie tym, których interesuje wpływ siedliska, organika, biodynamika i tym podobne sprawy. Jest to bowiem sfera obrosła w wyjątkowo dużo nieporozumień, potocznych półprawd i powtarzanych bez zastanowienia mitów, których większość dziś już można dość łatwo rozszyfrować. I chyba wypada to zrobić.

Otagowane:  

  • RSS